SLOW ROAD

Wywiad z Mateuszem i Marysią o SLOW ROAD

 

Na horyzoncie widać nową jakość podróży – SLOW ROAD. Czy sądzisz, że ta idea narodziła się w Tobie bardziej ze złości czy bardziej z ciekawości? Złości po kolejnej podróży po Polsce gdzie ciężko znaleźć przy drodze dobre, zdrowe jedzenie, a parkingi przed atrakcjami są pełne, a może z ciekawości, co kryje kolejny zakręt albo co można zjeść pod szyldem „domowe obiady u Hani”?

 

Mateusz:

Slow Road rodził się w kilku głowach, nie tylko mojej, stopniowo. Na pewno z ciekawości. Od lat, jeżdżąc po Polsce, zwłaszcza z córką, Marysią, odkrywałem kolejne, niesamowite miejsca. Najbardziej intrygujące były te oddalone od głównych szlaków. Kiedy okazało się, że tych oryginalnych, naprawdę niezwykłych jest mnóstwo, pomyślałem: dobrze byłoby stworzyć z tego szlak tematyczny, archipelag łączący wyspy o wysokiej jakości, myślące w stylu SLOW. Taką bazę adresową, która z jednej strony ułatwi gospodarzom ciekawych miejsc utrzymanie się z nich (to niełatwe!), a z drugiej strony – zainspiruje ludzi z całej Polski i zachęci ich do podróżowania w stylu Slow Driving. To zupełnie nowy styl życia, świetny, mądry, budujący przeciwwagę dla masowej turystyki, którą ja nazywam „bezrefleksyjną”.

Ale ze złości też – jesteś w trasie, musisz jeść fastfoody. Przemierzasz Polskę, i nawet nie wiesz, że tuż za rogiem jest genialna agroturystyka w zrewitalizowanym zabytku, albo totalnie kreatywne miejsce, w którym Twoje dziecko zamiast gapić się w tablet nauczy się czegoś ważnego.

 

Kiedy już opuściłeś główną trasę, zniknęły drogowskazy – jaka była Twoja pierwsza myśl? Czy takie podróżowanie pozwala zwolnić i spojrzeć na świat zupełnie inaczej?

 

Mateusz:

 

Paradoksalnie SLOW nie zawsze znaczy POWOLI. Raczej mądrze, pięknie, przede wszystkim właśnie - inaczej. Slow Driving daje oczywiście dystans do rzeczywistości. Spędzanie czasu w naprawdę dobrych miejscach SLOW jest nie tylko lekarstwem na codzienny sprint, który nas wszystkich wykończy. To wspaniała metoda na poznawanie ludzi o podobnej wrażliwości, najczęściej bardzo mądrych, utalentowanych, robiących na co dzień coś naprawdę ważnego. 

Podróżujesz często z Marysią. Jak dla młodszego pokolenia wygląda świat bez fast foodu i atrakcje, których często trzeba szukać daleko w lesie?

 

Mateusz:

Pamiętam, jak kiedyś, w czasie pierwszej górskiej wędrówki przez las, Marysia miała łzy w oczach – endorfiny, piękna przyroda, powietrze w płucach – po ucieczce ze szkolno-miejskiego kieratu to był dla nie rodzaj pozytywnego szoku. Był piękny dzień i jeszcze spotkaliśmy sarenkę. Bomba! Teraz już od kilku lat jeździmy razem samochodem dookoła całej Polski i odkrywamy nieustannie boczne trasy, polne drogi i to, co czeka za zakrętem. Byliśmy w setkach niezwykłych miejsc, dowiadujemy się o kolejnych, czasem odkrywamy coś zupełnie przypadkiem. W sumie nie trzeba być geniuszem, żeby wpaść na pomysł stworzenia wokół tego społeczności, zebrania tej wiedzy w jednym miejscu i podzielenia się nią. A wracając do Marysi – dziś to dla niej absolutny standard, że poznaje niezwykłe miejsca na co dzień. To wyrobiło w niej charakter, dobry gust, wrażliwość na wartości, które uważam za najważniejsze. Dało równowagę między światem youtuberów i Minecrafta, a przyrodą, prawdziwym życiem i ciekawością świata realnego.

 

A Ty Marysia lubisz tak podróżować? Dzieci w szkole pewnie dziwią się, kiedy opowiadasz o kolejnej odkrytej rzece w pobliskim lesie czy nowych sposobach na pierogi z serem. Jak to jest obserwować świat z wysokości 10 lat w trybie SLOW ROAD, kiedy Tata siedzi za kółkiem? Macie czas pogadać?

 

Marysia:

Właśnie w samochodzie jest najwięcej czasu, żeby pogadać. Nigdzie indziej nie ma go aż tyle. Gadamy cały czas, wymyślamy z Tatą książki, które potem spisujemy, razem tworzymy w czasie jazdy różne historie, takie jakby audiobooki na żywo. Codziennie śpimy w innym miejscu, czasem pod namiotem, czasem w jakimś domku – zawsze są to niepowtarzalne miejsca, moja ulubiona jest Republika Wyobraźni w Mirosławcu. Podczas naszych podróży nauczyłam się tego, co napisałam później na koszulce, którą sama zrobiłam na zajęciach z plastyki: „Szkoła to jest takie miejsce, w którym z fajnych dzieci robi się niefajnych dorosłych. A w lesie jest na odwrót”. 

 

Jak to jest nie spieszyć się w wolnym czasie? Wydaje się, że brak wolnych chwil doskwiera wszystkim, więc jeśli już dotrwamy do weekendu, to chcemy wycisnąć go jak cytrynę. Jak w SLOW ROAD dać czadu a jednocześnie nie wrócić zmęczonym po podróży?

 

Mateusz:

My uprawiamy slow driving permanentnie – również w długie wakacje letnie i zimowe. Nie tylko w weekendy. Tydzień – dwa tygodnie w trasie to najlepsza forma smakowania tego stylu bycia i życia. Można poczuć się nomadycznie. W weekend – wiadomo – mamy mniejszy zasięg, szukamy miejsc, do których jest w miarę blisko, żeby czasu wolnego było jak najwięcej. Sprawdzają się miejsca już znane, wracamy do tych ulubionych. Żeby nasze SLOW było odpowiednio intensywnym przeżyciem, szukamy kilku atrakcji obok siebie – jazdy konnej, opieki nad zwierzętami, górskiego szlaku, lepienia garnków, dobrego jedzenia. SLOW to również przygody, a nawet dynamika – byleby realizowana w zgodzie z Matką Naturą. Także pełen adrenaliny spływ kajakiem spienionym Dunajcem czy lot szybowcem jak najbardziej mieszczą się w naszym pojęciu Slow Road. 

Noga z gazu, radio głośniej… co urzeka Cię najbardziej w tym pozornie „żółwim tempie” podróżowania?

 

Mateusz:

 

Wyłączona klima. Otwarte na maksa okna. Spontaniczne postoje, kiedy tylko zechcemy lub coś ciekawego wypatrzymy. Polne i leśne drogi. Codzienne ogniska. Szukanie nowych miejsc kompletnie bez planu. Za każdym zakrętem można wpaść na coś genialnego. Lubię też przygotowania – starannie przeszukujemy przewodniki, mapy, Internet, rozmawiamy ze znajomymi, gdzie by tu jeszcze pojechać, zobaczyć, poznać. To właśnie jest Slow Road. Po kilku naszych wyjazdach, kiedy wrzucaliśmy na FB swoje fotorelacje, coraz więcej znajomych pytało o miejsca, trasy, najładniejsze drogi. Nie mieliśmy innego wyjścia, niż zorganizować to dla wszystkich, podobnie jak my myślących ludzi w Polsce. Poza tym, bardzo inspirujące były dwa spostrzeżenia – że wiele z tych wspaniałych miejsc ledwo wiąże koniec z końcem, nie jest w stanie utrzymać się z 2 miesięcy frekwencji letniej, albo kompletnie nie umie się wypromować. A po drugie, że SLOW jest często TUŻ-TUŻ, w mieście, za rogiem, albo po prostu w innym CZASIE. Odkrycie może być nie tylko geograficzne – często wystarczy pojechać KIEDY INDZIEJ. Polskie morze jesienią, Mazury w zimie.

 

Dziękuję za miłą i niespieszną rozmowę. Do zobaczenia na trasie SLOW ROAD!