Drogowe Mazury… cud natury

Drogowe Mazury to istny cud natury. Zwłaszcza, jeśli wie się, jak przejechać większość z nich bocznymi drogami, najlepiej polnymi. My pojechaliśmy między innymi przez Sztynort, Mikołajki, Uktę, Krutyń, Krutyński Piecek i okolice Paprotek. Ale by w pełni poczuć slowdrivingowy potencjał krainy tysiąca jezior, setek smaków i smaczków, trzeba nie tylko znaleźć miejsca, w których wstęgi asfaltu krzyżują się ze szlakami wodnymi. Trzeba unikać zatłoczonych latem hitów turystycznych, a szukać miejsc zacisznych, przez tłumy litościwie oszczędzanych. Albo po prostu przyjeżdżać tu między jesienią a wiosną, kiedy jest najpiękniej i najbardziej… przestrzennie.

Mazurski slow driving to stare aleje przydrożnych drzew, tradycyjne wiejskie budownictwo, enklawy slow foodu, małe hodowle ryb, ambitne agroturystyki. Meandrujące rzeki, idealne dla kajakarzy, ścieżki wymarzone dla rowerzystów, lasy i łąki dla wielbicieli jazdy konnej. O żeglarstwie nie wspominamy. 

Czego na filmie nie widać, a gdzie koniecznie trzeba dotrzeć? Do Kadzidłowa i leśniczówki Pranie. Dlaczego? Odpowiedź znajdą Ci, którzy tam naprawdę dotrą… 

Kliknij w punkt na mapie, by poznać szczegóły.