Chata pod Sową

Do Chaty pod Sową a właściwie Szyprówki, docieram późnym niedzielnym popołudniem. Na twarzy Małgosi widzę zmęczenie – to nie był lekki weekend. Krzysztof ciągle biega z zamówieniami. Dookoła siedzą ostatni turyści, którzy niebawem zaczną wracać do domu. Nim to się stanie wielu z nich skorzysta z „baru piwnego” i skosztują naprawdę dobrego jedzenia. Siedzą jak przyklejeni do stołków, mimo że powinni już wracać, bo robi się ciemno. To właśnie ten niezwykły klimat – widok na góry, pyszne jedzenie, dobre piwo oraz nienachalna muzyka w tle przyciągają tu coraz więcej osób, którzy jak zaczarowani zapominają co to znaczy pośpiech. Sukces tego miejsca tkwi moim zdaniem w oddanych bez reszty właścicielach i ich bezkompromisowym podejściu do prowadzenia Szyprówki.

Zaczęło się to wiele lat temu od zwykłych weekendowych wypadów w góry. Gosia ze Środy Śląskiej, a Krzysiek z Nowej Rudy. Chata nie należała wtedy do nich, ale to właśnie tu się poznali i stało się to „ich” miejsce. Kiedy dowiedzieli się, że jest na  sprzedaż, długo się nie zastanawiali – było już przecież od dawna „ich”. Po latach stali się właścicielami miejsca, które i tak głęboko nosili w sobie – nadali Chacie nową nazwę pochodzącą od ich nazwiska – Małgorzata i Krzysztof Szyper. Teraz świadomie - lub nie - zaczęli spełniać tu swoje marzenia i tym klimatem przyciągają ludzi z całego regionu i nie tylko.

Tylko odważni właściciele wywieszają na barze kartkę, że nie podają piwa z sokiem (i nie jest to tylko hasło a szczera prawda). Tylko odważni właściciele przyrządzają zdrowe, dobre dania tuż przy szlaku turystycznym, gdzie można fortunę zrobić na fastfoodzie. Tu na jedzenie się czeka dłużej niż na frytki czy zapiekankę z mikrofalówki,
a pytanie o popularne z reklam browary staje się nietaktem. Za plecami barmana widać całą ścianę piw z regionalnych browarów i szkoda nie spróbować czegoś innego.

 

Kolejny raz zamawiam na mojej trasie burgera. Siadam na tarasie i delektuję się widokiem na Góry Sowie. Tuż obok mnie, kryjący się przed wieczornym chłodem pod kocami, ludzie patrzą tak samo w dal jak ja. Jedzenie w takim miejscu to po prostu poezja. Burger był przepyszny, a najlepszą przyprawą okazało się otoczenie.

Wieczorem w Szyprówce robi się cicho. Z głośników snuje się ulubiona muzyka Krzyśka, Gosia kończy resztki papierkowej roboty. Przez okno widać unoszące się z dolin mgły. Drewno zaczyna lekko przemawiać delikatnym skrzypieniem. Siedzę pod kocem, czytam Fiedlera i naprawdę nic mi więcej nie potrzeba!

 

Sokolec 32, Sokolec
tel. 785 390 299
www.szyprowka.pl

 

<< powrót