Dom pod Klonem

Był spokojny, jesienny dzień. Tamara z Piotrem wybrali się na grzyby. Mieszkali w Laskowcu, tuż przy Carskiej Drodze. Po takich spacerach coraz bardziej chcieli zamieszkać wśród ciszy. Wędrowali, spacerowali, aż dotarli w okolice Giełczyna. Grzybów nie znaleźli wiele, ale za to znaleźli swój raj! Stare gospodarstwo z walącymi się budynkami. Kiedy udało im się skontaktować z właścicielem, kupili „Dom pod Klonem” bez targowania – po prostu musiał być ich!

To miejsce czekało na nich przez lata. Ponad 15 lat całkowicie puste i bez życia, teraz stało się dla nich spełnieniem marzeń. Pomógł też przypadek, bo poprzedni właściciel umieszczał w stołecznej gazecie ogłoszenie ze złym numerem telefonu. Nic dziwnego, że nikt nie zadzwonił i to małe siedlisko dopiero w 2008 roku trafiło w odpowiednie ręce. Nie było to jednak takie proste – najpierw czekały ich porządki, później remonty, aż po kilku latach dym z kominka zaczął regularnie oznajmiać, że znowu życie na stałe zagościło w tych progach.

Tamara z Piotrem przyjmują gości w górnej części domu. Już na ganku widać, że to dom miłośnika i strażnika lasu – pełno tu kaloszy, butów górskich i kurtek moro. Piotr na co dzień pracuje jako strażnik Biebrzańskiego Parku Narodowego i jak mało kto zna te leśne tereny. U góry znajdują się 4 pokoje, które mogą pomieścić maksymalnie 6 osób. Do dyspozycji gości jest mała kuchenka, obszerna biblioteczka i duży rodzinny stół. Trudno jednak w takim miejscu nie skorzystać z przepysznej kuchni, z której zapachy rozchodzą się po całym domu. Na śniadanie Tamara nie musiała mnie wołać, bo zapach podsmażonej cebuli i jajecznicy sam sprowadził mnie na dół.

Do „Domu pod Klonem” trafiłem pierwszy raz srogą zimą. Droga z Brzezin do Giełczyna była ledwo widoczna w skrzącym śniegu i mrozie. Nie zapomnę tamtych rozmów o Biebrzy, lesie i wydrach, które prowadziliśmy przy kominku. Przyjechałem jak obcy, a nagle stałem się „swój”. Z każdym powrotem cieszyłem się coraz bardziej. Wracałem tu wiosną i jesienią. Uwielbiam te momenty, kiedy w ciszy Giełczyna robi się jeszcze ciszej. Przyroda albo się budzi, albo już zasnęła, a kiedy wyjdzie się piaszczystą drogą w kierunku Biebrzy i spojrzy dookoła, to tak cudownie tu nic nie ma, jest tak cicho.

Powrót po długim czy krótkim spacerze to zawsze chwila rozmowy, wymiana wrażeń. W „Domu po Klonem” nie jest się jedynie klientem – jest się gościem. Tamara z Piotrem nie nachalnie, ale życzliwie pomagają w tym, żeby nawet najkrótszy pobyt w tym raju pozostał niezapomniany!

 

Giełczyn 6
tel. 604 111 860
www.facebook.com/DomPodKlonem

 

 

<<powrót