Moryń i Trzcińsko

Asfaltową groblą przejeżdżam na wyspę. Tomek nawiguje mnie do momentu, kiedy wie, że już nie mogę się pomylić. Wieczór lekko pokolorował niebo na szaro. Stoimy razem na szczycie wzgórza. Kiedyś mieścił się tu zamek margrabiów brandenburskich, a wcześniej średniowieczny gród. Przed wiekami była to wyspa, a dziś – połączona z lądem – tworzy niezwykły klimat z dala od miasteczka. Znajduje się tu duży ośrodek wypoczynkowy i bardzo dobrze wyposażony ośrodek sportów wodnych (można nawet popływać na nartach wodnych). Kiedy tak spacerujemy po wyspie i robi się zupełnie ciemno, doceniam panującą tu ciszę.

Moryń to najbardziej na południe wysunięta część szlaku „Wrota Czasu”. Co ciekawe, bez problemu stanął w szeregu z Wikingami na Wolinie czy Fortem Gerharda w Świnoujściu. „Wrota Czasu” to tak naprawdę drzwi, które przenoszą do innej epoki. W Moryniu znajdujemy się w XIV wieku. Poznać można tajemnice zamku 7 rycerzy i obejrzeć miasto otoczone pierścieniem muru obronnego o średnicy 300 metrów! Organizatorzy dbają o wierny obraz prezentowanej epoki. Warto śledzić aktualne wydarzenia, a także zapisać się z grupą znajomych na ciekawą grę miejską czy warsztaty dawnych zawodów. W Moryniu nikt nie musi się nudzić – wystarczy zaczerpnąć z kosza pełnego ofert, które czekają tu na turystów! Przepiękne jezioro Morzycko pozwala poszaleć na wodzie, ale również daje odpocząć w zacisznych miejscach. Ciekawostką jest kościół z XIII wieku, wybudowany w stylu romańskim, który w swoich wnętrzach skrywa unikatowe dzieła (np. ołtarz z kostki granitowej z XII wieku czy barokową ambonę). Zachowany w Moryniu średniowieczny układ urbanistyczny sprawdza się i dziś, a przy okazji pokazuje jak to, co dawne, może być użyteczne.

Niespełna 30 kilometrów od Morynia trafiam do Trzcińska Zdroju. Miasteczko również położone jest nad jeziorem. Ma ono niebanalną nazwę – Jezioro Trzygłowskie. Najbardziej urzeka mnie w takich miejscach to, że jestem tu niespodziewanym gościem, jakby przybyszem z innej planety. Mogę oglądać codzienność Trzcińska tak najzwyczajniej w świecie – obserwować ludzi idących z zakupami czy z teczkami pędzących do pracy w urzędzie. W sklepie wszyscy odwracają się w moją stronę i dziwią się, czemu kupuję słodkie bułki. Wiele osób uśmiecha się, kiedy widzą, jak fotografuję stare drzwi czy krzywe okno. Jest to jednak miejsce tak nieoczywiste na krótki przystanek w trasie, że aż fascynujące w swoim pięknie i prawdziwości. Pewnie gdyby nie odkrycie torfu borowinowego i dodanie do nazwy słowa „zdrój”, mało kto zatrzymałby swój palec na mapie przy Trzcińsku. Co najśmieszniejsze, nie jest już ono wcale uzdrowiskiem i tylko nazwa przypomina o tym epizodzie sprzed lat. To miasteczko z bardzo bogatą historią, leżące w bardzo ważnym punkcie na szlaku między Wielkopolską i Pomorzem odgrywało niegdyś ważną rolę, a przez prawie 50 lat należało również do Krzyżaków. Książęta pomorscy i husyci nie oszczędzili go na swojej drodze, jednak miasto zawsze potrafiło podnieść się z ruiny. W czasie II wojny światowej zniszczono około 20% budynków i dzięki temu dzisiaj poczuć można zjawiskowy klimat starego miasteczka, otoczonego przez ogromne pola i tereny uprawne.

Moryń, Trzcińsko i wiele innych miasteczek w tej części Pomorza Zachodniego czeka na swoje odkrycie. Często są to cuda niewidoczne z drogi. Warto jednak podążać w poszukiwaniu ratusza czy kościoła – tam zazwyczaj znajduje się serce tętniących życiem małych miejscowości.

 

<<powrót