Pułtusk

Za dnia tłoczny i głośny, niespecjalnie zachęcający do odwiedzin. Dwie rzeczy sprawiają jednak, że trzeba choć zajrzeć do tej „Wenecji Mazowsza”: najdłuższy w Europie brukowany rynek (380 metrów), a po drugie – starówka położona na wyspie otoczonej wodami Narwi. Tu rzeczywiście, jak we włoskiej Wenecji, można popływać łódką czy kajakiem dookoła miasta. 

Do najważniejszych atrakcji zalicza się również zamek (obecnie Dom Polonii) z przepięknym parkiem rozciągającym się nad samą Narwią oraz XVI-wieczny ratusz gotycko-renesansowy. Warto też odwiedzić kilka starych kościołów, m.in. gotycką bazylikę.

Można powiedzieć, że Pułtusk wygląda nieciekawie. A zatłoczone ulice, brak miejsca do parkowania i to, że nie za bardzo jest gdzie zjeść, mogą popsuć humor. Z drugiej strony – można się po tym mieście po prostu powłóczyć, popatrzeć, jak żyje. Na swój sposób Pułtusk mnie odpycha. Zaraz potem jednak zaskakuje jakimś malowniczym kanałem, tętniącym życiem rynkiem pełnym podrabianych tureckich dywanów i utytłanych jeszcze ziemią z okolicznych pól warzyw. Pozdrawiający i witający się co rusz ludzie pędzący w swoich sprawach, miejski gwar. Szumno.

Wybrałem się do Pułtuska bladym świtem. Już wtedy żył pełną parą. Wbrew wszystkiemu – pięknie. Tylko żeby to piękno, takie nieoczywiste, odkryć, trzeba się na chwilę zatrzymać, poczekać, posłuchać i powoli iść dalej. Polecam!

 

<< powrót