Magia wschodu

Legenda 

kolor punktu zielony - rekomendacja SLOW ROAD
kolor punktu pomarańczowy - ciekawe punkty do weryfikacji.

Podlasie to nie region – to stan ducha! Z takim przeświadczeniem ruszyliśmy na Wschód. Była to dla nas przygoda pełna niezwykłych spotkań. Poznaliśmy ciekawych ludzi i miejsca położone daleko od szosy, gdzie słychać tylko wiatr i szum drzew. Słowem: błogi spokój. Przemierzyliśmy setki kilometrów, nie unikając dróg leśnych, polnych i szutrowych – czasami była to jedyna możliwość dotarcia do celu!

Podróż rozpoczęliśmy w malutkich Celelach, gdzie odwiedziliśmy Tomka i jego browar Brovca. Po uzupełnieniu wiedzy na temat piwowarstwa ruszyliśmy dalej, do Drohiczyna. Po spacerze nad Bugiem, przecinając Podlasie, udaliśmy się ponownie do Domu pod Klonem w Giełczynie. Biebrza naprawdę nas zafascynowała! W kolejnych dniach nie próżnowaliśmy, choć wszechobecne leżaki i hamaki kusiły możliwością poleniuchowania. Poznawaliśmy uroki Puszczy Knyszyńskiej. Odwiedziliśmy meczet w Kruszynianach i Supraśl. Obowiązkowo zajrzeliśmy też do Muzeum Ikon, a po dniu pełnym wrażeń rozkoszowaliśmy się ciszą w Łosiej Chacie.

Następnie odwiedziliśmy Dworzysk i zobaczyliśmy tamtejsze pola lawendy. To dopiero było spotkanie! To tu usłyszeliśmy o Olejowym Raju i 4 szpakach – producencie kosmetyków naturalnych rodem z Podlasia. Po dniu pełnym wrażeń odpoczęliśmy w zaciszu Stanicy Kresowej, a później udaliśmy się do Sokółki. Tam, w Starej Szkole zjedliśmy chyba najlepsze lody, jakich zdarzyło nam się próbować. Czekała nas długa podróż na samą północ Suwalszczyzny, ale spisująca się rewelacyjnie i komfortowa Mazda CX3 bez problemu zawiozła nas do celu.

Naszym rajem stało się Cisowe Wzgórze. Zapach chleba o poranku i wyjątkowa wieczorna cisza to coś, czego nigdy nie zapomnimy! Podczas podróży poznaliśmy uroki całej Suwalszczyzny. Odwiedziliśmy też Gościniec Jaczno, a próbując sił na spływie, nocowaliśmy w zakolu Czarnej Hańczy. Ciężko było opuścić tę krainę, ale musieliśmy jechać dalej. I to aż na skraj Puszczy Białowieskiej! Tu, pod dachem Gościńca Bojarskiego, poznaliśmy niezwykłe smaki tamtejszej kuchni, a potem zasypialiśmy kołysani do snu przez prastarą Puszczę. Do pełni szczęścia brakowało nam tylko Narwi i podlaskiej wsi z zagubioną pośród pól samotną chatą… Znaleźliśmy ją. W Korolowej Chacie, u Sławka i Uli, dowiedzieliśmy się, co tak naprawdę oznacza wiejsko-podlaskie życie.