Mazowieckie królestwo bociana

 Legenda 

kolor punktu zielony - rekomendacja SLOW ROAD
kolor punktu pomarańczowy - ciekawe punkty do weryfikacji.

A gdyby tak ruszyć na wschód? Tak! Wyrwaliśmy się z zatłoczonej Warszawy i już po niespełna godzinie dotarliśmy do Doliny Bobrów. Rozpoczęła się nasza mazowiecka przygoda pośród pól, łąk i nieznanych miejsc. Po dniu pełnym wrażeń i poznawania dawnego życia na wsi ruszyliśmy dalej. Po drodze zajrzeliśmy do stadniny Jasminum i pod Siedlcami odkryliśmy i odczarowaliśmy… karpia! Pomógł nam w tym dwór Mościbrody – wspaniała kuchnia, piękny park i ogromna przestrzeń dookoła.

Napędzani ciekawością, jechaliśmy dalej, aż skończyło się nam Mazowsze (ba, nawet Polska się tu kończy!), i w ten sposób wylądowaliśmy nad Bugiem. Ugościł nas dwór Zaścianek – miejsce z klimatem i naprawdę dobrą polską kuchnią. Pospacerowaliśmy nad rzeką, pooglądaliśmy, jak żyją bociany, zasypialiśmy z tysiącem gwiazd nad głową. Zafascynowani Bugiem, postanowiliśmy nie opuszczać tej krainy – kolejnego dnia zatrzymaliśmy się w Schedzie Podlaskiej. Można tu znaleźć genialny plac zabaw dla dzieci. Są również rowery do wycieczek po okolicy.

Dalej jechaliśmy wzdłuż Bugu, co i rusz zatrzymując się przy kolejnych atrakcjach. Samo Jabłko uraczyło nas przepysznymi sokami i całą gamą lokalnych produktów. Niestrudzeni, przemierzaliśmy mazowieckie drogi aż do Kamieńczyka, gdzie postanowiliśmy nie tylko popatrzeć na Bug, ale też dosłownie go „dotknąć”. Kajakiem po Bugu pomógł nam spłynąć Marek, który okazał się wyjątkowym przewodnikiem. Podziwialiśmy uroki rzeki Liwiec i delektowaliśmy się nadwodną ciszą. Po dniu pełnym wrażeń udaliśmy się w okolice Łochowa. Dworek Baczki  zafascynował nas historią i panującym w jego wnętrzach klimatem. Kolejnego dnia, na zakończenie tej przygody, udaliśmy się do Skansenu w Kuligowie, gdzie odbyliśmy prawdziwą podróż w czasie i zobaczyliśmy, jak przed laty wyglądało życie nad Bugiem.

Kiedy dotarliśmy do miejsca, gdzie Bug wpada do Narwi, nie pozostało nam nic innego, jak świętować – udaliśmy się więc na rybną ucztę do Złotego Lina. Tak minęło kilka niezwykłych dni, które pozwoliły nam odkryć zupełnie inne, nowe i piękne Mazowsze. Bug nas zafascynował, a jego mazowiecki brzeg momentami przywoływał wspomnienia obrazów przedwojennych malarzy. Najpiękniejsze jest to, że nie trzeba się tam spieszyć – można, niemal w tempie wody, leniwie „płynąć” po mazowieckich drogach, a rzeka staje się nam przewodnikiem.