Świętokrzyskie - drogi polne i wolne

 Legenda 

kolor punktu zielony - rekomendacja SLOW ROAD
kolor punktu pomarańczowy - ciekawe punkty do weryfikacji

Poranek w scenerii książek Jacka Londona. Mała drewniana chatka nad wodą, dookoła las i nieskończona ilość ciszy. Zapach kawy pitej tego ranka na pomoście w Sucholandzie roznosi się po całej okolicy. W tym małym spokojnym raju rozpoczynamy świętokrzyską przygodę. Ruszamy na początku na spotkanie z historią i nauką. Odwiedzamy magiczną trójkę – Zamek w Chęcinach, Centrum Nauki Leonardo da Vinci w Podzamczu i Muzeum Wsi Kieleckiej  w Tokarni. Genialny dzień spędzony na zdobywaniu teorii przez praktykę. Po dniu pełnym wrażeń potrzebny jest reset, więc uciekamy nad Nidę! Po drodze zaglądamy jeszcze do malutkich Chałupek i Ośrodka Tradycji Garncarstwa, gdzie, porwani opowieścią pana Józefa Głuszka, poznajemy ciekawe historie, o których nie przeczyta się w żadnych książkach i, wyjeżdżając, wiemy już prawie wszystko o tym, jak powstawały te przepiękne ceramiki.

Wijąca się pośród łąk i niewielkich drzewnych zagajników rzeka Nida unosi cały dzień nasz kajak w ciszy i spokoju. Co jakiś czas można odpocząć na piaszczystej wysepce pośród płynącej rzeki. Każdej z nich można nadać własną nazwę i stać się jej prezydentem! Kilka metrów piasku, a ile radości i spokoju! Oddając kajaki, kosztujemy przepysznych kozich serów od Państwa Durlejów. Udajemy się na pobliskie wzgórze i podziwiamy niezwykłe krajobrazy. Przez magiczny Pińczów jedziemy na „Wypoczynek u Rybaka” i próbujemy jesiotra, którego sława dotarła aż do Krakowa! Genialna uczta!

Kolejnego dnia stajemy się prawdziwymi potomkami Kolumba i ruszamy na poszukiwania w nieznane – wyznaczamy zupełnie nową trasę w oparciu od dawny szlak handlowy z Krakowa do Sandomierza. Na początku spacerujemy po Pińczowie – mieście pełnych ławek, gdzie w południe nie udaje się nam zjeść z powodu braku miejsc w Hamer Lunch, ale idziemy do pobliskiej Tawerny, gdzie dostajemy pyszny kapuśniak i placki ziemniaczane. Pełni sił i zauroczeni tętniącym życiem Pińczowem ruszamy na pofalowane pola na nieznanym Ponidziu. Odwiedzamy Działoszyce, Skalbmierz i wspinamy się na Grodzisko w Stradowie. Z Kazimierzy Wielkiej udajemy się do Wiślicy – magicznego, spokojnego miasteczka i tam odnajdujemy starą drogę do rzeki Wisły przez malownicze świętokrzyskie wioski.   

Po drodze odbijamy do  Solca Zdrój, gdzie korzystamy choć przez moment z wód mineralnych i spędzamy zrelaksowani trochę czasu. Wracamy na trasę i zaglądamy do Koziołka Matołka. Interesujący powrót do dzieciństwa, oraz spotkanie z bajką i baśnią zapewniła nam Stolica Bajek w Pacanowie. Wyjeżdżamy stąd rozbawieni i pełni życia. Odnajdujemy Wisłę i, starając się trzymać jak najbliżej jej brzegu, aż do zachodu słońca jedziemy w kierunku pięknego Sandomierza. Mijamy malutkie wioski, uśmiechniętych ludzi, a bliżej miasta wjeżdżamy w jabłkowy raj i kluczymy drogą wijącą się pośród sadów. Do Sandomierza docieramy w ostatnich promieniach słońca padających na ratusz.

Zamiast zwiedzać miasto, postanawiamy się w nim zgubić i odkrywamy zupełnie nowe oblicze tego miejsca. Przeciskając się przez ucho igielne, odnajdujemy w zaciszu Bistro Podwale i jemy tam przepysznego kurczaka z warzywami, a na deser wyśmienicie zrobiony crème brûlée. Pływając statkiem po Wiśle, kończymy chwilowo świętokrzyską przygodę. Zostało nam tu przecież wiele miejsc do odkrycia...