Wśród lasów i jezior

 Legenda 

kolor punktu zielony - rekomendacja SLOW ROAD
kolor punktu pomarańczowy - ciekawe punkty do weryfikacji

Moim oczom ukazała się nazwa „Trudna”. Czy będzie to trudna trasa? Nie! Mimo tego, że swój początek bierze w Młynie w Trudnej. Ten malowniczy zakątek, lekko ukryty przed światem, nie zapowiadał się na zdjęciach tak cudownie. To chyba jedyne miejsce w Polsce, gdzie siedząc w salonie, jest się w Wielkopolsce, a wychodząc do samochodu już na Pomorzu. Stąd właśnie ruszyliśmy na odkrywanie Pomorza Zachodniego.

Borne Sulinowo jest powszechnie znane. Mniej znanym, a znaczenie ciekawszym reliktem przeszłości jest schowana w lesie pozostałość po radzieckich koszarach w Kłominie. To tu spacerujemy po lesie pośród opuszczonych bloków. Kiedyś żyli tu ludzie – dziś w tym miejscu króluje natura i powoli pożera to, co człowiek z dnia na dzień opuścił.

Jedziemy dalej. W północno-wschodniej części województwa zatrzymujemy się w Domku Sędziego w Zielenicy. „Zielenica” to trafna nazwa, bo można to miejsce opisać dwoma słowami: „zieleń” i „przestrzeń”. Przy dźwięku strzelających iskier zasypiamy w koronach drzew. Będąc tak blisko morza wyruszamy do klimatycznego Unieścia i oglądamy w malowniczej scenerii powrót rybaków z morza. Zajadamy się filetem z dorsza i z ziarenkami piasku we włosach ruszamy dalej, bo przecież Pomorze Zachodnie to nie tylko morskie fale…

Do Rawiczówki docieramy późnym wieczorem. Jak później usłyszymy, jest to spełnione marzenie o domku „na kolonii”. To miejsce oddalone od drogi, bajkowo położone wśród pól. Magia! Stąd udajemy się do Szwajcarii Połczyńskiej. Odwiedzamy Czaplinek z oryginalnym „Otwartym Zabytkiem” i ciekawymi ludzi ze Stowarzyszenia „ToTu”. Kosztujemy miodów drahimskich, a na kolację udajemy się do restauracji Ryby Lubie. Noc mija spokojnie w najbardziej odlotowych wnętrzach –  w „Republice Wyobraźni” w Mirosławcu.

Jazda krętymi drogami w okolicach Czaplinka bardzo nam się spodobała. Pokonując setki zakrętów, docieramy do siedliska „Lecą żurawie”. Zjedliśmy tam zjawiskowo smaczną zupę i zasnęliśmy z widokiem na raj. Z samego rana udajemy się do niezwykłego gospodarstwa "Juchowo Farm". Oglądamy "hotel dla krów" i dowiadujemy się sporo ciekawych rzeczy, np. o pieczeniu chleba. Wracając, ostatni raz spojrzeliśmy na jezioro Komorze i pięknymi leśnymi drogami ruszyliśmy na zachód, aż do arboretum w Przelewicach. Spacer po lesie zawsze odpowiednio nastraja, dlatego Trzcińsko Zdrój i Moryń przypadły nam do gustu.

Tym sposobem zobaczyliśmy niezwykle ciekawą i inną część Pomorza Zachodniego. Nie uniknęliśmy morskich fal, zachwyciły nas przepiękne lasy, zjawiskowo piękne jeziora, a przede wszystkim otwarci i przyjaźni ludzie. Ruszcie naszym szlakiem, a pewnie wielu z nich spotkacie na swojej drodze!