5 listopad 2019

Gotowanie w podróży

Kwestia jedzenia w podróży jest niezwykle złożona. Nasze przemyślenia na ten temat mogliście już przeczytać jakiś czas temu, a teraz postanowiliśmy podzielić się z Wami praktycznymi wskazówkami. Gotowanie poza domem nie jest trudne! Chcemy obalić pewne mity i pokazać Wam, że niemal w każdej sytuacji da się przygotować własny prowiant. Oto kilka rad, które w tym pomogą. Do dzieła!

Jak?

Od lat stosuję kuchenki i butle Campingaz. Nie ma w tym grama kryptoreklamy. Po prostu kiedy wymieniałem zestaw benzynowy na gazowy, do wyboru były tylko 2 firmy. Kłopotem podobno bywa dostępność butli, choć ja się z nim nigdy nie spotkałem, nawet na dalekich Lofotach. Trzeba jednak pamiętać, że każda firma ma swój rodzaj mocowania palnika na butli. Istnieją też zestawy, w których te dwa elementy są połączone na stałe, ale nie polecam tego rozwiązania ze względu na wygodę i bezpieczeństwo transportu w plecaku. Potrzebujecie więc butli, palnika i garnków. Jest ich na rynku bardzo dużo i bez problemu każdy znajdzie coś w swoim zasięgu cenowym. Ja palniki posiadam 2. Z dużego korzystam głównie w czasie podróży samochodem, a drugi dużo mniejszy i lżejszy zabieram w góry. Przed zakupem warto porównać ceny butli. Na palniku radzę nie oszczędzać, bo on służy przez długie lata. Ja z jednego ze swoich korzystam już 20 lat.

Gdzie?

Mamy już wszystko, ale trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: „gdzie będziemy gotować?”. Pod uwagę należy wziąć kilka czynników. Pierwszym jest możliwość kupna posiłku. Wiadomo, że w górach coś ciepłego zjeść można tylko w schronisku. Drugim jest kwestia, czy będziemy mieli czas na gotowanie. Trzeci to dostępność produktów. Na etapie planowania podróży trzeba się zastanowić, jaki charakter będzie miał wyjazd. Czy w ciągu dnia znajdziemy chwilę na gotowanie i piknik? W trakcie weekendowego zwiedzania Bydgoszczy prawdopodobnie nie powinniśmy nastawiać się na jedzenie na łonie przyrody. Z kolei przy wypadzie na Suwalszczyznę nasz zestaw podróżnego kucharza może okazać się niezbędny. Trzeba też przemyśleć sprawę zakupów. Codzienna wizyta w sklepie czy suche zapasy do przygotowania? Musimy również pamiętać, że w wielu miejscach obowiązuje zakaz używania otwartego ognia.

Co?

Podstawowe i najważniejsze pytanie. Mnie wielokrotnie kuchenka służy jedynie do gotowania wody na herbatę czy kawę. Dlaczego? Pomijając kwestię czasu, to bywa, że trudno jest wymyślić szybkie danie z prostych artykułów. W terenie raczej stworzymy coś z półproduktów, niż przygotujemy obiad od zera. Ja co prawda często jem ziemniaki i jajka sadzone, ale jest to pewna fanaberia, bo muszę je mieć przy sobie i w dodatku pamiętać o oleju do smażenia! Dopiero w środku lasu docenia się to, jak łatwo gotuje się w domowym zaciszu, gdzie przyprawy i sprzęty AGD są pod ręką. Alternatywą dla długiego szykowania posiłków jest jedzenie liofilizowane. Niestety niejednokrotnie kosztuje ono tyle co obiad w schronisku górskim. Doskonale sprawdzi się w przypadku wyprawy z dala od cywilizacji, w pozostałych sytuacjach uważam je za przerost formy nad treścią. Oczywiście są jeszcze przeróżnej maści zupki chińskie, ale ich skład bardziej przypomina tablicę Mendelejewa niż przepis na solidny posiłek. Trzeba zatem wcześniej przemyśleć, co i jak przygotujemy. Moim popisowym daniem jest ryż z tuńczykiem w oleju. Ugotowany ryż podgrzewa tuńczyka zanurzonego w oleju, który sprawia, że potrawa nie jest sucha. Ryż łatwo transportuje się w foliowej torebce. Makaron gotuje się szybciej, ale moim zdaniem jest mniej sycący. W tych kwestiach panuje jednak całkowita dowolność ograniczona jedynie fantazją. Zdarzało się mi robić przeróżne testy – mniej lub bardziej smaczne. Te mniej smaczne były za to zawsze bardzo zabawne.

Kuchnia na kółkach

Gotowanie w podróży to świetna przygoda. Wspólne przygotowywanie posiłków rozładowuje napięcie i tworzy luźną atmosferę. Do pewnych rozwiązań dochodzi się latami i nie da się wyjaśnić, dlaczego postępujemy akurat w ten sposób. Ja dla przykładu nagminnie zapominam soli. Próbowałem różnych sposobów, by temu zaradzić, ale zazwyczaj i tak kończę w sklepie i podróżuję z kilogramowym workiem białego złota. Każdy musi opracować dla siebie odpowiedni zestaw i samodzielnie sprawdzić, co jest niezbędne, a co można zostawić w domu.

Poniżej przedstawiam zawartość naszej polowej kuchni:
- zapałki, zapalniczka
- butla z gazem
- palnik
- garnki (1 duży, 1 mały, patelnia, czajnik)
- nóż do krojenia
- sztućce (łyżka, widelec, nóż, łyżeczka do herbaty)
- kubek metalowy
- przyprawy (sól, pieprz)
- otwieracz do konserw
- ściereczka do rozłożenia na trawie
- drewniana łopatka do mieszania
- płyn do mycia naczyń, gąbka, drapak

Oczywiście ten zestaw modyfikuję, jeśli zabieram kuchenkę do plecaka i idę w góry. Wtedy ograniczam się do minimum i zabieram tylko to, co konieczne. Podróżując samochodem, możecie pozwolić sobie na dużo większą dowolność. 

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info