7 maj 2019

Jedzenie w podróży

Głód jest jednym z największych wrogów podróżnika. Potrafi całkowicie odebrać przyjemność zwiedzania i poznawania nowych miejsc. W dzisiejszym świecie teoretycznie nie mamy problemu z dostępem do jedzenia, ale jego jakość często nie jest satysfakcjonująca. Wiele osób ubolewa nad faktem, że przy drodze trudno zjeść coś dobrego i zdrowego. Fast foody stają się przykrą koniecznością. Czy można sobie z tym poradzić? Przygotowałem kilka porad, które od lat stosuję w czasie moich podróży i dzięki temu nie jestem zmuszony do zabijania głodu czymkolwiek i gdziekolwiek.

Świadomość

Podstawowym problemem w podróży jest to, że myślimy o setkach detali, a zapominamy o posiłkach. Często słyszę, że „coś ograniemy”. Takie podejście pociąga za sobą daleko idące konsekwencje. Chyba każdy wie, jakie decyzje podejmuje się na wilczym głodzie. Kiedy znam już cel swojej podróży i zarezerwuję nocleg, szybko przygotowuję sobie listę lokali z dobrymi recenzjami (choć i te nie zawsze gwarantują zadowolenie). Mam ją zawsze przy sobie i nawet z burczącym brzuchem nie muszę się zastanawiać, dokąd się udać. Zdarzają się również sytuacje, kiedy wiem, że nie uda mi się kupić nic do jedzenia. W czasie ostatniej podróży do Hiszpanii wylądowałem w Barcelonie dopiero o 23.00 i… wyciągnąłem z walizki wcześniej przygotowane kanapkę i sałatkę w plastikowym pudełku. W samochodzie przekąsek nie trzeba upychać, zawsze znajdzie się miejsce na owoc, drugie śniadanie i termos z herbatą. Wystarczy wyrobić w sobie świadomość, że jedzenie na urlopie to bardzo istotna sprawa.

Gotowy na wszystko

W bagażniku od ponad 10 lat wożę małą skrzynkę. Mam w niej metalowy kubek i komplet sztućców. Wyjeżdżając na dłużej, dorzucam do tego zestawu mały palnik turystyczny, butlę gazową i miniczajnik. Wiele razy zdarzyło mi się zatrzymać gdzieś na końcu świata i zrobić sobie coś ciepłego do jedzenia. Zabieranie ze sobą takiego niezbędnika wcale nie jest kłopotliwe. Dużo łatwiej jest kupić pieczywo i proste dodatki w zwykłym sklepie, niż kluczyć w poszukiwaniu restauracji. Po latach mam swoje ulubione produkty niewymagające lodówki, które są moją żelazną porcją na czarną godzinę.

Szukajcie, a znajdziecie

Przy przemierzaniu świata ważna jest umiejętność przewidywania. Przed wyjazdem patrzę, gdzie mniej więcej będę w okolicach pory obiadowej. Dzisiejsze nawigacje GPS potrafią dość trafnie określić czas potrzebny na pokonanie danej trasy. Jeszcze siedząc w domu przed komputerem można uwzględnić w trasie wizytę w dobrej restauracji. Czasami trzeba dla niej nadłożyć kilka kilometrów, ale nieprawdą jest to, że przy głównych drogach nie ma dobrej gastronomii. Stara Kuźnia w Magnuszewie czy Oberża pod Złotym Prosiakiem w Nieborowie doskonale to potwierdzają. Pierwszy lokal znajduje się tuż przy drodze nr 79 z Warszawy do Sandomierza, a drugi niespełna 5 km od autostrady A2 w okolicach Łowicza. Wizyty w Warszawie prawie zawsze kończę w Oberży w Nieborowie, a jadąc na północ, wpadam do Złotego Lina przy drodze nr 62. Przez lata podróżowania stworzyłem listę swoich ulubionych miejsc, do których zaglądam przy każdej okazji. Zajęło mi to trochę czasu, ale zaowocowało wieloma miło spędzonymi chwilami.

Plan B

Zdarza się też tak, że mój idealny plan się nie sprawdzi. Pada deszcz, w restauracji jest remont albo objazd na drodze wymusza zmianę trasy. Wtedy wprowadzam w życie plan B. W moim przypadku jest to zazwyczaj jeden z sieciowych fast foodów, bo uważam, że standardy w nich narzucone zmniejszają ryzyko zjedzenia czegoś nieświeżego. Nigdy nie zdarzyło mi się po takim posiłku zatrucie, czego nie mogę niestety powiedzieć o restauracjach wybieranych na chybił trafił. Ten plan B dobrze sprawdza się w czasie wyjazdów zagranicznych, kiedy w nieznanym terenie dopada mnie głód. Ważne, żeby pamiętać o wyjściu awaryjnym i pogodzić się z tym, że nawet podczas slow drivingu trzeba czasem skorzystać z fast foodu.

Trzeba jeść

Jedzenie to bardzo istotny element podróżowania. Nie można go lekceważyć, pomijać i zapominać o nim. O ile możemy podarować sobie wizytę w muzeum, to przed głodem nie uciekniemy. Znając swoje potrzeby, da się z wyprzedzeniem zaplanować wszystko tak, żeby je zaspokoić. Ja staram się polegać na własnym jedzeniu, już się do tego przyzwyczaiłem. Przygotowanie kanapki zajmuje mi niewiele czasu i wiem dokładnie, co się w niej znajduje. Dodatkowo sam decyduję o czasie posiłków i nie wymuszają one na mnie nadkładania drogi czy jazdy z pustym żołądkiem. Osoby niedoświadczone często jednak pomijają ten etap przygotowań, a przecież nie potrzeba wiele. Jedzenie potrafi wspaniale dopełniać wyprawy, pamięć o smakach może pozostać w nas tak samo długo jak piękne widoki.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info