7 sierpień 2019

Najpiękniejsze trasy podziemne w Polsce

Jaskinia Niedźwiedzia

Historia tego miejsca rozpoczęła się przed 50 milionami lat. Ruch ziemi stworzył szczelinę, za którą powstał pełen uroku świat. Około 1,8 miliona lat temu proces tworzenia jaskini zakończył się i stała się ona schronieniem dla pradawnych zwierząt. Po odkryciu jaskini w tutejszych namuliskach znaleziono wiele szczątków niedźwiedzi jaskiniowych, które wyginęły 28 tysięcy lat temu.

Jaskinię odkryto pewnego październikowego dnia 1966 roku, kiedy to podczas wydobywania marmuru odnaleziono tajemniczy otwór, a następnie skalne wnętrze. Znalezisko stało się nie lada sensacją. Okazało się, że jaskinia była nietknięta od 13 tysięcy lat! Wydobywanie kamienia zostało wstrzymane. Rozpoczął się długi okres badań i prac we wnętrzu, aby dopiero w czerwcu 1983 otworzyć je dla zwiedzających. Od początku obiekt ten cieszy się ogromną popularnością i przyciąga tysiące osób zainteresowanych cudem natury. Obecnie Jaskinię Niedźwiedzią w Kletnie, jako pierwszą w Polsce, mogą zwiedzać osoby niepełnosprawne, poruszające się na wózkach.

Już po dotarciu do Stronia Śląskiego wyczuwa się wyjątkowy nastrój tego miejsca, leżącego u podnóża masywu krajobrazowego Śnieżnika. Przejście do jaskini z parkingu zajmuje około 30 minut. Wejście do niej zostało zabudowane pawilonem, a sam otwór osłonięty, żeby chronić ten przyrodniczy unikat przed wpływem czynników zewnętrznych. W środku spacerujemy betonowymi chodnikami. Dobrze pomyślane oświetlenie pozwala podziwiać majestatyczne stalagmity i stalaktyty, wiszące makarony i martwicowe misy oraz inne cuda, które niełatwo nazwać i opisać. Stała temperatura 6 stopni i prawie stuprocentowa wilgotność pozwoliły zachować mikroklimat dawnego królestwa niedźwiedzi. Szkielet tego zwierzęcia możemy podziwiać przed wejściem. Niedźwiedź jaskiniowy był o wiele większy i cięższy od jego największych żyjących obecnie krewniaków. Waga tych gigantów dochodziła do 900 kg!

Zwiedzanie 360 m udostępnionej trasy w spokojnym tempie zajmuje około 40 minut. To jednak tylko fragment całości, która liczy 2,5 km! Turyści mają dostęp do partii środkowej, zamknięte pozostają partie dolna i górna. Wciąż prowadzone są tam badania naukowe i zapewne upłynie trochę czasu, zanim zostaną otwarte dla odwiedzających.

Jaskinia Raj

Ukryta w zboczu wzgórza Malik Jaskinia Raj zaliczana jest do największych atrakcji Gór Świętokrzyskich. Dla ruchu turystycznego udostępniono ją w 1972 roku. Wejście do niej odkryło kilku miejscowych chłopców w 1963 roku. Następnie wieść o jej istnieniu obiegła środowisko geologów, którzy zadbali o jej odpowiednie zabezpieczenie. Nazwę Raj zawdzięcza niezwykłościom, które kryje w swoim wnętrzu, stanowi ona także kontrapunkt dla pobliskich jaskiń nazywanych Piekło. Trasa turystyczna liczy 180 m. Rozpoczyna się w pawilonie zabezpieczającym wejście, w którym urządzono muzeum i wystawę opowiadającą o tym, co działo się w jaskini przed tysiącami lat. Na podstawie odnalezionych szczątków wiadomo, że zamieszkiwali ją neandertalczycy. Było to mniej więcej 50 tys. lat temu. Dopiero kiedy pokona się śluzę zabezpieczającą mikroklimat wnętrza jaskini, zobaczyć można cudowny świat nacieków skalnych. Zwiedza się przepiękne komory i sale. Największe wrażenie robi Sala Stalaktytowa, w której znajduje się prawie 200 stalaktytów na 1 metrze kwadratowym.

Pomimo tego, że trasa nie jest długa, to jaskinię zwiedza się w żółwim tempie. Osobliwości przyrody na długo potrafią przyciągnąć uwagę zwiedzającego. Gra świateł sprawia, że jaskinia Raj wygląda jak miejsce nie z tej ziemi. Niesamowicie kontrastuje z tym, co zobaczyć można na zewnątrz.

Kopalnia soli w Kłodawie

Kopalnia Soli w Kłodawie czynna jest od 60 lat i należy do najgłębszych kopalń w Europie. Znajduje się w niej prawdopodobnie najniżej położona na świecie trasa turystyczna – solny świat ogląda się na głębokości 600 m pod ziemią. Dla porównania w Wieliczce zwiedzanie odbywa się jedynie około 130 m pod powierzchnią.

Po wyjściu z windy od razu widać różnicę – wiele podziemnych atrakcji turystycznych to po prostu muzea. Tu jest inaczej – ta trasa jest zorganizowana przy okazji wydobycia soli. Czekające w kolejce wagoniki pełne urobku to nie zabytkowe eksponaty. Od windy do części muzealnej prowadzi korytarz z torami. Wejście do komory wysokości kilkunastu metrów wprawia w osłupienie. Człowiek nie spodziewa się pod ziemią pomieszczenia większego od boiska piłkarskiego, wysokości niemalże czteropiętrowego bloku. Zejście schodami w dół i rzut oka w górę sprawiają, że można poczuć się naprawdę małym. To miejsce o niezwykłej akustyce. Co ciekawe, nie jest to wcale największa komora w tej kopalni. Dalej trasa prowadzi przez kolejne korytarze aż do wielkiej sali, w której co jakiś czas odbywają się koncerty muzyczne. Przy jej końcu można zobaczyć, jak pięknym minerałem jest sól. Końcówka trasy to przegląd starych maszyn górniczych. Zwiedzanie odbywa się oczywiście z przewodnikiem i nie jest zbyt długie ani męczące, to wspaniałe przeżycie. Po pewnym czasie czuje się w ustach słony smak, a do tego świadomość, że byliśmy tak głęboko pod ziemią długo nie pozwoli zapomnieć tej wycieczki.

Wizyta w Kłodawie to nie zwiedzanie kolejnego muzeum. To podróż w kapsule czasu. Trudno dzisiaj znaleźć tak wyraźne pozostałości po świecie sprzed milionów lat. Może miejsce nie posiada najlepszej infrastruktury turystycznej, ale to dodaje mu tylko uroku. W końcu korzystamy z tego samego wejścia co górnicy, jedziemy tą samą windą, ruszamy w podziemny świat tą samą drogą co oni.

Kopalnia soli w Wieliczce

Kopalnia soli w Wieliczce przyciąga turystów z całego świata i jest bezdyskusyjnie najbardziej znaną trasą podziemną w Polsce. Wpisana na listę UNESCO, jest jedynym w swoim rodzaju pomnikiem historii. Wydobycie rozpoczęło się tu prawie 700 lat temu. W 1368 roku król Kazimierz Wielki spisał „Statut Żup Krakowskich”. Zapisano wtedy zwyczajowe prawa górnicze. W końcu średniowiecza w wielickich podziemiach pracowało około 350 górników, którzy wydobywali około 8 tys. ton soli rocznie. W XVI i XVII wieku zatrudnienie osiągnęło już poziom 2000 pracowników, a wydobycie wzrosło do 30 tys. ton soli w ciągu roku. W 1774 roku rozpoczęto prowadzenie spisu odwiedzających turystów. W 1964 roku zakończono wydobycie na skalę przemysłową. Lata rozbiorów i wojen z pewnością odcisnęły swoje piętno na tym przepięknym zabytku. Po niespełna dwóch latach w 1966 roku miała miejsce inauguracja podziemnej ekspozycji. Ostatecznie eksploatację zakończono w 1996 roku i od tamtej pory w Wieliczce produkuje się sól warzoną tylko jako produkt odsalania wycieków kopalnianych. Turystom udostępniono jedynie niewielki procent dawnych wyrobisk, w których długość korytarzy sięga prawie 300 km.

Trasa turystyczna liczy około 3 km i prowadzi przez 20 komór. W czasie zwiedzania trzeba pokonać około 800 schodów. Przejście i obejrzenie wszystkiego w spokojnym tempie zajmuje od 2 do 3 godzin. Pod ziemią czas zdaje się płynąć wolniej. Jest to nie tylko prezentacja dziejów górnictwa, ale również lekcja historii Polski.

Pomimo tego, że kopalnię soli w Wieliczce odwiedzają miliony turystów, panuje w niej niezwykła atmosfera. Im więcej czasu poświęci się na zwiedzanie, tym lepiej można poznać niezwykłość tego solnego świata.

Zabytkowa Kopalnia Kredy Piszącej w Chełmie

Kreda każdemu jednoznacznie kojarzy się z czasami nauki w szkole. Białe palce, ubrania pokryte pyłem. Wyobraźcie sobie jednak nie mały, kruchy przyrząd do pisania, a gigantycznych rozmiarów podziemia wydrążone w białej, miękkiej skale. Kreda to nic innego jak szkielety drobnych bezkręgowców, które osadzając się na dnie jurajskiego morza, przekształciły się w wapień. Na wschodnich krańcach polski, w Chełmie znajduje się jedyna w Europie zabytkowa kopalnia kredy piszącej. Miejsce z zewnątrz – prosty pawilon z napisem „Podziemia kredowe” – nie zdradza, że pod ulicami miasta kryją się kilometry korytarzy.

Góra Zamkowa to miejsce, gdzie najwcześniej powstały podziemne tunele. Służyły głównie jako średniowieczne schrony dla mieszkańców i ich majątków. Zwiedzając podziemia, możemy zobaczyć studnię z XIII wieku nazywaną „studnią zamku dolnego”. Jej głębokość robi ogromne wrażenie. Późniejsze wieki przyniosły rozwój prywatnych kopalń, które wydobywały kredę znajdującą się pod miastem. Ich coraz większa liczba sprawiła, że po czasie korytarze zaczęły się łączyć, tworząc ogromny podziemny kompleks. Problem jednak w tym, że często pozyskiwano surowiec spod budynków, co stało się ogromnym zagrożeniem dla miasta.

Największy wzrost wydobycia przypada na XVI wiek. Chełm leżał na ważnym szlaku handlowym z Lwowa do Lublina, więc mieszkańcy bez trudu sprzedawali kredę i utrzymywali swoje rodziny. Miała ona różne zastosowanie – służyła do produkcji farb, pudrów kosmetycznych, lekarstw, ale stosowano ją również w malarstwie jako podłoże dla barwników organicznych, a także do wyrobu pasteli oraz w ceramice i budownictwie. Wiek XIX przyniósł zmniejszenie wydobycia i likwidację wielu korytarzy. Cięższe kamienice tylko potęgowały kłopot, jak szacowano w 1845 roku aż 70% budynków nadawało się do remontu.

Trasa turystyczna, którą dzisiaj możemy zwiedzać chełmskie podziemia kredowe, powstała w 1972 roku i ostateczny kształt uzyskała trzynaście lat później. Rozpoczynamy, przechodząc przez drewniane wrota mieszczące się na ulicy Lubelskiej 55 A. Wkraczamy do mrocznego świata – długi korytarz prowadzi nas do najciekawszych komór, w których widać, jak przed wiekami wyglądało to miejsce. W różnych partiach ścieżki będziemy się znajdowali na różnej głębokości – czasami bez problemu słyszymy przejeżdżający nad głową samochód czy odgłos obcasów stukających o chodnik. Wędrówka z przewodnikiem trwa około 50 minut, w jej trakcie istnieje duża szansa na spotkanie Ducha Bielucha zamieszkującego podziemia według miejscowych legend. Trasa jest dostępna dla każdego. Stała temperatura 9 stopni Celsjusza zimą sprawia miłe wrażenie ciepła, ale latem warto pamiętać o ciepłym swetrze, bo inaczej będzie nam po prostu zimno.

Krzemionki Opatowskie

Trzask kruszonego kamienia słyszano w tym miejscu już 4 tys. lat temu. W neolicie wydobywano tu krzemień pasiasty – wyjątkowy kamień, który służył do wykonywania pierwszych narzędzi i ułatwiał życie naszym przodkom. Był to niezwykle popularny i pożądany materiałem – prawie 660 km od Krzemionek Opatowskich znaleziono szczątki wykonanych z niego siekier. Prace ustały prawie 1600 lat p.n.e. Rozpoczęła się epoka brązu, a krzemień służył już jedynie rzeźbiarzom. Kopalnie nieopodal Ostrowca Świętokrzyskiego to ogromny obszar, prawie 80 hektarów. Znajduje się tutaj 4000 kopalń, z których najgłębsze sięgają nawet 9 m. Na próżno szukać tutaj współczesnych szybów górniczych i krajobrazu rodem ze Śląska. Pozostałości to zagłębienia w lesie, które zdradzają nam historię tego terenu. Dzięki badaniom archeologów udało się wiele z tych miejsc odtworzyć, odnaleźć ślady, które przed tysiącami lat pozostawili po sobie ludzie.

Podziemna trasa turystyczna jest wyjątkowa – trudno porównać ją do jakiejkolwiek innej atrakcji. Widoczne ślady człowieka sprzed kilku tysięcy lat przyprawiają zwiedzającego o zawrót głowy. Najbardziej zachwyca i zastanawia znak wykonany węglem drzewnym na skalnym filarze – to wynik przemyślanego działania! Długo można podziwiać go na skale, myślami wracając kilka tysięcy lat, do momentu, w którym na co dzień nie używało się takich symboli. To niesłychana tajemnica, której niestety nikt nie zdoła rozwikłać.

Zabytkowa Kopalnia Srebra w Tarnowskich Górach

Powierzchnia ziemi rzadko kiedy zdradza piękno ukryte w swoim wnętrzu. Tarnowskie Góry niczym nie różnią się od dziesiątek innych miasteczek mijanych po drodze przez Górny Śląsk. Trudno wyobrazić sobie, stojąc w korku na obwodnicy miasta, że pod nami znajduje się blisko 150 km chodników i 35 km sztolni odwadniających nieczynne już dziś kopalnie. W 1490 roku czysty przypadek sprawił, że tym regionem zainteresowali się kopacze srebra i ołowiu – według legendy podczas pracy w polu chłop Rybka wyorał ogromną bryłę kruszcu.

W roku 1957 do zwiedzania udostępniono Sztolnię Czarnego Pstrąga. Trasa liczy prawie 600 m. Pokonuje się ją w łódce napędzanej siłą mięśni przewodnika. Cała sztolnia jest o wiele dłuższa, dla turystów wybrano tylko fragment, który w niewielkim stopniu pokazuje ogrom i piękno tego miejsca.

Ale czym właściwie jest sztolnia? Najprościej mówiąc, to grawitacyjny system odwadniający – podziemna rzeka. Doskonale widać to w tej kopalni. Jej odwiecznym problemem była zalewająca ją woda. Próbowano poradzić sobie z tym na wiele sposobów – stosowano odwadniarki konne, sprowadzono maszynę parową z Anglii, która została uruchomiona w 1788 roku i okazała się niezastąpioną pomocą. Była to pierwsza tego typu maszyna w Europie. Świetność kopalni w Tarnowskich Górach trwała nieprzerwanie od XV wieku aż do 1912 roku.

Zwiedzanie rozpoczyna się od zejścia prawie 26 m w dół. Po chwili docieramy do przystani. Czekają tu na nas łodzie, które pozwolą pokonać 600 m wodnego korytarza. Głębokość wody to około 1 metr, a jej temperatura to jedynie 4 stopnie Celsjusza.

Szyb Anioł położony jest kilka kilometrów od zacisznego parku. Trzeba przedostać się przez miasto, skręcić w boczną ulicę Szczęść Boże i przed naszymi oczami ukaże się koło obecne przy każdym szybie górniczym. Od 2009 roku na dół dostaniemy się zwykłą windą, a nie klatką górniczą jak przed laty. Podziemna trasa turystyczna została uruchomiona we wrześniu 1976 roku.

Na głębokości 40 m czeka nas 1,5 km podziemnego spaceru. Nie ma tu przestronnych korytarzy. Dookoła wąskie ściany, niski strop, obowiązkowo trzeba założyć kask. Trasa turystyczna pokazuje, jak pracowano dawniej w tej kopalni. Metody były bardzo prymitywne i czasochłonne. Dla porównania w przy wydobyciu węgla osiągano postęp prawie 30 m dziennie. Te korytarze powstawały w średniowieczu z prędkością 1 metra na dzień. Ściany kryją w sobie ślady po dawnych ładunkach wybuchowych.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info