27 maj 2020

Pocztówka z podróży

Moja skrzynka pocztowa od wielu lat jest pojemnikiem na ulotki i gazety reklamowe. Nie pamiętam, kiedy ktoś wysłał mi list. Nie przypominam sobie również, żebym wyciągał z niej kartkę pocztową z pozdrowieniami z podróży. Prawdopodobnie ostatnią wysłał mi kilka lat temu z sanatorium śp. dziadek. Dla niego wysłanie pocztówki z wyjazdu to był rytuał. Przy nadmorskich deptakach i na straganach w górskich kurortach można zobaczyć całą masę stojaków z widokówkami. Dlaczego więc nie trafiają one do naszych skrzynek? Czy ta tradycja umarła bezpowrotnie?

Podróż w czasie

Historia pierwszych pocztówek jest niezwykle ciekawa. Zainteresowanych tym tematem odsyłam do książki Jana Kotłowskiego „Dawne pocztówki” dostępnej w wersji cyfrowej bezpłatnie w internecie. Wszystko zaczęło się od pierwszej serii kart pocztowych w 1869 r. wydanej przez pocztę Austro-Węgier. Jednym z ważniejszych wydarzeń było rozporządzenie Światowego Związku Pocztowego z 1904 r., które zatwierdziło obecnie używany wzór pocztówki – awers z tekstem i adresem i rewers zawierający ilustrację. Samo określenie tego typu przesyłki zostało dodane do słownika języka polskiego dopiero w 1900 r. Ogłoszono konkurs na najbardziej trafną jednowyrazową nazwę dla „karty korespondencyjnej”, „odkrytki” czy „korespondentki”. Zwyciężył w nim sam Henryk Sienkiewicz i to dzięki niemu mamy dzisiaj „pocztówkę”, a nie „nagopis”, „nibylist”, „jawkę” czy „otwartkę”. Popularność kartek rosła nieprzerwanie do 1925 r. Wraz z rozwojem techniki pojawiły się egzemplarze z widokami i od razu podbiły europejskie rynki. Świat został zalany przez miliony widokówek. Wysyłano je z przeróżnych okazji – zawierały życzenia imieninowe, pozdrowienia, gratulacje czy zaproszenia. Dzisiaj pocztówki stanowią dla nas nieocenione źródło informacji o przeszłości. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak wyglądały zniszczone w czasie wojny zabytki, czy dowiedzieć się, gdzie podróżowali nasi krewni. Kto raz wsiąknie w deltiologię, ten szybko przekona się, jak pasjonującą podróżą w czasie jest odkrywanie tajemnic starych pocztówek.

Fenomen pocztówki

Moja fascynacja starymi pocztówkami zaczęła się dość przypadkowo. Jestem miłośnikiem dolnośląskich zamków. W szczególności upodobałem sobie zamek Grodziec. Jakiś czas temu miałem okazję spotkać potomków dawnego właściciela posiadłości. To właśnie wtedy rozpocząłem zbieranie widokówek z Grodźca. Do dzisiaj udało mi się zgromadzić 38 unikatowych egzemplarzy. To z nich dowiedziałem się, jak na początku XX w. wyglądały zamek i jego otoczenie. W dodatku odkryłem, że pozdrowienia z tego miejsca były wysyłane w najodleglejsze zakątki świata – nawet do Szanghaju. Świadczy to o tym, jak wielkim fenomenem były pocztówki. Każdemu z Was polecam zainteresować się widokówkami np. z rodzinnego miasta, ulubionego regionu w górach czy kurortu nadmorskiego. Dzisiaj nie wymaga to chodzenia po antykwariatach, wystarczy przejrzeć aukcje internetowe. Te druki były produkowane w milionowych nakładach, dlatego ich zbieranie nie wiąże się z wielkimi wydatkami. Wyjątek stanowią jedynie rzadkie okazy. Zazwyczaj za pocztówkę płacę około 10–20 zł, najdroższa kosztowała mnie 120 zł. Jest to jednak unikat i uznałem, że będzie stanowił perłę w koronie mojej kolekcji związanej z Grodźcem.

Co się stało z pocztówkami?

Rozwój internetu i sieci telekomunikacyjnej sprawił, że na naszych oczach pocztówki odeszły do lamusa. Nie należę do chóru pieśni przeszłości i nie sprzeciwiam się postępowi w każdej dziedzinie. Pocztówek jest mi jednak żal. Uważam, że historia nie obeszła się z nimi łaskawie. Przez kilka pokoleń były one swoistymi pamiętnikami z podróży. Często był to najprostszy sposób na poinformowanie rodziny, że wszystko jest w porządku. Kartka dostarczona do skrzynki potwierdzała naszą obecność w danym miejscu, a te kilka słów pozdrowień i krótka relacja były moim zdaniem więcej warte niż ekspresowo przesłane zdjęcia w komunikatorach internetowych. Wysłanie pocztówki wiąże się z pewnym wysiłkiem – od wyboru motywu, przez zapamiętanie adresu, po wpisanie własnoręcznie pozdrowień, naklejenie znaczka oraz wrzucenie do skrzynki. To coś wyjątkowego dla osób nam bliskich. Pocztówki sukcesywnie wypierały najpierw SMS-y, później e-maile, ale najbardziej do zaniku ich popularności przyczyniły się media społecznościowe. Skoro wszyscy znajomi na żywo mogą widzieć, gdzie jesteśmy i co robimy, a zdjęcia można publikować bez ograniczeń, to jaki sens ma wysyłanie pocztówek? Tak jak z wozów konnych przesiedliśmy się do samochodów, tak może warto uznać temat pocztowych pozdrowień za zamknięty? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. We mnie kłócą się postępowiec z romantykiem. Wiem, że dla moich rodziców większe znaczenie miałaby pocztówka z moim charakterem pisma niż setki zdjęć, które oglądają wspólnie z moimi znajomymi w sieci. Tam odbiorca jest ogólny. Pocztówka ma zawsze adresata, dla mnie szczególnego i wybranego.

Czy warto wysyłać pocztówki z podróży?

Kilka lat temu się zbuntowałem. Porzuciłem media społecznościowe (na około 4 miesiące) i zacząłem żyć jak w czasach przedinternetowych. W podróży pisałem pamiętnik, drukowałem do niego odbitki zdjęć i zbierałem pieczątki w górskich schroniskach. Nie zabrakło również miejsca dla pocztówek. Te wysyłałem do rodziny, znajomych i współpracowników. Już na tym etapie zauważyłem pewną trudność. O ile rodzice całe życie mieszkają pod jednym adresem, tak wielu moich znajomych przeprowadza się z miejsca na miejsce. Nie sposób zapamiętać wszystkich danych. Nawet przy ograniczonej liczbie adresatów zawsze musiałem mieć przy sobie notatnik ze swoją listą wysyłkową. Kolejne przeszkody pojawiały się przy zakupie znaczków. Ku mojemu zdziwieniu nie każdy stragan, który oferuje widokówki, ma w sprzedaży znaczki. Często konieczna była zatem wizyta na poczcie. Po pewnym czasie zacząłem trzymać zapas znaczków. Kolejnym wyzwaniem było znalezienie skrzynki pocztowej. Zazwyczaj były umieszczone przy poczcie, ale nieraz musiałem też wrócić z pocztówkami do domu – wysyłanie ich w miejscowym urzędzie pocztowym mija się z celem. Oczywiście takich problemów nie spotka się w Gdańsku czy Zakopanem. Dotyczy to raczej mniejszych miejscowości, a slow roadowe trasy prowadzą głównie po mniej uczęszczanych zakątkach. Uważam, że warto wysyłać pocztówki z podróży, ale niestety trzeba uzbroić się w cierpliwość. Radość adresatów wynagradza jednak wszystkie trudy.

Rytuał

Pisanie do rodziny i znajomych na widokówkach, gdy jesteśmy na wczasach, to pewnego rodzaju rytuał. Może to być stały element wyjazdu tak jak np. kupowanie pamiątek. Trzeba tylko pamiętać, że robimy to z myślą o innych, wtedy motywacja przyjdzie sama. To nie nam kartka pocztowa ma sprawić radość, ale temu, kto wyciągnie ją z zakurzonej skrzynki pocztowej. W dzisiejszych czasach jest to duże wyróżnienie, namacalny dowód pamięci. Moim zdaniem pocztówki mogą stanowić nawet nietypowy sposób na opisanie historii podróży. Może warto wysyłać do rodziców pocztówkę z każdego górskiego schroniska, w którym śpię, i każdego miasta, które zwiedzam? Za 20 lat, kiedy otworzę z synem pudełko z tymi pamiątkami znalezione w domu dziadków, to dadzą nam one więcej radości niż wszystkie cyfrowe zdjęcia i zapiski. Te giną często bezpowrotnie. Pocztówki cierpliwie czekają na ciekawskie oczy i pytania o wspomnienia, które wywołują. Warto o tym pomyśleć, szczególnie gdy znalezienie skrzynki pocztowej graniczy z cudem.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info