17 wrzesień 2020

Skąd mam prąd? Woda!

Nowa Mazda MX-30 zrobiła na mnie elektryzujące wrażenie, choć póki co oglądałem ją jedynie w prospektach. Nim zachłysnąłem się specyfikacją i opcjami wyposażenia, spojrzałem na coś innego. Dokładniej na kabel dostarczający energię do mazdowego elektryka. Niczym po nitce do kłębka dotarłem jego tropem do elektrowni. Tam zderzyłem się z całą masą nieznanych mi pojęć i niezrozumiałych procesów. Szybko przestawiłem myślenie na inne tory. Żyjemy przecież w XXI w. i ze wszystkich stron docierają do nas informacje o ekoenergii. Nagle przewód, który prowadził mnie do elektrowni, stał się zielony, a ja udałem się w pasjonującą podróż do świata elektrowni wodnych.

Odkryta Ameryka

Płynąca woda ma w sobie energię. Wiedzieli już o tym starożytni budowniczowie wszelkiego rodzaju młynów, więc nie mówimy tu o niespodziewanym odkryciu Ameryki. Energia ta wprawiała w ruch mechanizm, np. taki mielący zboże na mąkę, a woda płynęła dalej jak gdyby nigdy nic. Wydaje się, że jest to schemat idealny. Wraz z rozwojem technologicznym naukowcy pokusili się o to, żeby jeszcze lepiej wykorzystać drzemiącą w rzekach siłę. Koniec XIX w. i rozwój przemysłu, a co za tym idzie zapotrzebowania na prąd, sprawiły, że powstały liczne elektrownie wodne. Pierwsze tego typu obiekty pojawiły się w USA już około roku 1882. Przeniesienie tej myśli technologicznej do Europy nie trwało zbyt długo. Patrząc dzisiaj na kamienne ściany dolnośląskich zapór wodnych na Bobrze i Kwisie, bez problemu dostrzeżemy przyklejone do nich budynki. To właśnie elektrownie wodne, które już od ponad 100 lat produkują prąd. Ich projekty były ściśle związane z budową zapór. Miałem to szczęście, że na własne oczy zobaczyłem wychodzącą ze stopy zapory rurę o średnicy 1,5 m, którą woda doprowadzana jest do urządzeń wytwarzających prąd. Myśl techniczna z początku XX w. ma się całkiem nieźle i choć dzisiaj wiele urządzeń wymienia się na nowe, to zasada ich działania pozostaje ta sama.

Skąd ten prąd?

Nie jestem umysłem ścisłym i prędzej napisałbym wiersz o prądzie, niż wyprowadził wzór opisujący proces jego powstawania. Najprościej umiem to wyjaśnić tak, że energia potencjalna płynącej wody jest zamieniania na energię mechaniczną w turbinie, a następnie w generatorze wytwarzany jest prąd. Gdy się to czyta, wydaje się to proste. Moja wrodzona ciekawość zawiodła mnie do elektrowni wodnej Pilchowice I. Oglądając urządzenia z bliska, zdałem sobie sprawę z tego, że sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Co ciekawe nie zobaczyłem wewnątrz wody. Jedynie lekki szum generowany przez maszyny zdradzał, że cokolwiek dzieje się w przestronnej hali. Oprowadzał mnie pan Witold, dyżurny elektrowni, który bardzo dzielnie znosił moje często naiwne pytania. Było to fascynujące przeżycie, bo nigdy wcześniej nie miałem styczności z takimi maszynami, nie było też okazji dowiedzieć się, jak krok po kroku wygląda cały proces działania takiej elektrowni. Kiedy w 1908 r. rozpoczęto budowę zapory wodnej, zaczęto właśnie od montażu rur, którymi woda doprowadzana jest do turbin. Co dalej dzieje się z prądem? To na przestrzeni lat uległo zmianie. Dawniej energia wykorzystywana była lokalnie, a dzisiaj prąd trafia do sieci ogólnokrajowej.

Zielona energia

Najbardziej fascynujący jest dla mnie fakt, że ta energia drzemie w płynącej wodzie niezależnie od działalności człowieka. Daleko mi do zostania zwolennikiem budowy elektrowni na każdej rzece, ale uważam, że uzupełnienie funkcji przeciwpowodziowych, które pełnią zapory wodne, generowaniem prądu to doskonały pomysł. Rzeka Bóbr od wieków dawała się we znaki mieszkańcom dolin, przez które przepływa. Miarka przebrała się po powodzi w 1897 r. Rozpoczęto po niej budowę zbiorników przeciwpowodziowych. Oczywiście nie wszystko jest tak piękne i romantyczne, jak mogłoby się wydawać. Sztuczna przegroda na rzece jest poważną ingerencją człowieka w ekosystem i krajobraz. Jednym z moich pytań do pana Witolda było właśnie to, czy da się tę wodę całkowicie zatrzymać. Nie tak to działa. Dla utrzymania biologicznej równowagi rzeki konieczny jest ciągły przepływ. Co zatem z rybami? Dla nich tama to przeszkoda nie do pokonania. Wielu przeciwników budowy tego typu systemów przeciwpowodziowych wysuwa ten problem jako jeden z kluczowych argumentów. Trzeba jednak przeprowadzić rachunek zysków i strat. Człowiek w pewien sposób jest w stanie okiełznać przyrodę i regulując przepływ rzek, broni się przed ciągłymi powodziami. Nie jest też tak, że życie zamiera tuż za zaporą. W ekosystemie powstaje wyrwa, ale natura jest tak doskonała, że potrafi sobie z tym poradzić. Jedne gatunki zanikają, a w ich miejsce pojawiają się inne. Nie podważa to moim zdaniem sensowności tego typu inwestycji, trzeba wziąć pod uwagę dwa aspekty – przeciwpowodziowy i energetyczny. Ostateczny osąd pozostawiam oczywiście specjalistom, ale dla mnie jako realisty i człowieka twardo stąpającego po ziemi zwrot w kierunku alternatywnych źródeł pozyskiwania energii jest w 100% rozumiały i uzasadniony.

Siła wody

Elektrownie wodne spotkać można tak naprawdę na każdym kroku. Nie miałem świadomości, że w Polsce działa ich ponad 700. Według różnych obliczeń dostarczają one trochę ponad 1,5% potrzebnej w naszym kraju energii. Chciałoby się rzec, że jest to kropla w morzu, ale każdy krok w kierunku alternatywnych i naturalnych źródeł energii wydaje się słuszny. Osobiście ten temat bardzo mnie zainteresował, bo dostrzegam w nim piękną synergię wody, człowieka i nauki. Połączenie tych trzech elementów może sprawić, że żarówka w moim domu zaświeci lub samochód pozwoli mi dotrzeć wygodnie do celu. Pisząc ten tekst, na biurku cały czas miałem szklankę wody. Co jakiś czas przyglądałem się jej z bliska i nie mogłem uwierzyć, że przelewana w odpowiedni sposób ciecz może powodować, że działają respiratory w szpitalach, nasze ulice są oświetlone czy żywność może być chłodzona w lodówkach. Na naszych oczach dokonuje się także rewolucja w świecie motoryzacji. Silniki diesla czy benzynowe ustępują miejsca rozwiązaniom bazującym na prądzie. Jak każda nowość te technologie wymagają czasu na oswojenie się z nimi, a także na zmianę nastawienia. Wiem, że to proces, który zajmie lata. Historia zna jednak takie przypadki. Ludzie kiedyś bali się pociągów, niechętnie zamieniali dorożki na samochody czy nie wierzyli w to, że samolot może wzbić się w powietrze. Wszystko przed nami, a ja każdemu przypominam, że w szklance wody drzemie siła, która może napędzać nasz świat.

Tekst powstał dzięki pomocy i uprzejmości TAURON Ekoenergia. Dziękuję za możliwość zwiedzenia elektrowni wodnej Pilchowice I. 

Turyści indywidualni w Pilchowicach mogą zobaczyć cały zestaw urządzeń wykorzystywany niegdyś do produkcji prądu. Znajduje się on na wolnym powietrzu tuż obok budynku elektrowni.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info