26 luty 2019

Spotkanie z żubrem

Podlasie zimą zamiera. Z dala od wsi robi się niezwykle cicho, a wkoło widać jedynie przykryte śniegiem pola, które izolują od świata. Trudno znaleźć jakiś racjonalny argument, żeby przekonać niezdecydowanego do podróży w ten rejon Polski. Szczególnie zimą. Wszystko zdaje się przemawiać na „nie”. Brak noclegów, zasypane drogi, problemy ze znalezieniem dobrej restauracji. O dobrej kawie można zapomnieć. Istnieje jednak jeden wyjątkowy powód. Waży około 700 kg i wolno spaceruje po podlaskich polach. Mowa oczywiście o żubrze. Nie jednym, a całym stadzie. To, które udało mi się spotkać, liczyło około 95 osobników. Widok tych potężnych przebiegających przez drogę zwierząt na zawsze pozostanie w mojej pamięci. To niezwykłe przeżycie.

Moja przygoda z żubrami rozpoczęła się wiele lat temu. Pierwszy raz ruszyłem na poszukiwania zimą 2011 roku. Wtedy popełniłem sporo błędów, które stały się świetną szkołą życia. Nie ma niestety sprawdzonego sposobu na znalezienie wędrującego stada. Teren jest dosyć spory i czasami tylko łut szczęścia pozwala dojrzeć stojące na polu żubry. Miejsc, które mogę polecić do takich obserwacji, jest kilka i nie są one żadną tajemnicą. Jedno z nich położone jest w okolicach Puszczy Białowieskiej. Wystarczy krążyć samochodem pomiędzy Narewką, Siemianówką, Lewkowem Nowym i Plantą, a po jakimś czasie będzie można wypatrzeć na polach ogromne bele siana, przy których stoją żubry. Druga lokalizacja jest bardziej skomplikowana i zwiększa obszar poszukiwań o okolice Hajnówki. Tam należy znaleźć wieś Nowoberezowo i zasięgnąć języka u miejscowych, którzy z pewnością będą dobrze zorientowani, gdzie mniej więcej krążą stada. Muszę jednak przyznać, że zdarzyło się pewnego razu tak – pomimo całej mojej wiedzy i doświadczenia – że przez 3 dni poszukiwań nie zobaczyłem ani jednego żubra. Jest to pewnego rodzaju „zabawa terenowa” stanowiąca wyzwanie. Nawet znajomość miejsc, gdzie potencjalnie mogą wędrować żubry, nie daje cienia pewności, że się je zobaczy. Sprawę ułatwiają jednak fotografowie, którzy tłumnie przyjeżdżają uwiecznić te przepiękne zwierzęta. Ich zaparkowane przy drodze samochody często zdradzają miejsce pobytu stada. Zdecydowanie łatwiej zauważyć samochód i ślady na śniegu niż stado żubrów ukryte w obniżonym terenie. W okolice Puszczy Białowieskiej ściągają tłumy ciekawskich. Odbiera to czasami urok poszukiwaniom. Wtedy trzeba też szukać bezpiecznego miejsca do zaparkowania na poboczu.

Drugie miejsce, oddalone około 60 km od Narewki, to okolice Krynek. Tam udaje się spotkać żubry mieszkające w Puszczy Knyszyńskiej. W tym rejonie sprawę nieco komplikuje ukształtowanie terenu. Sporo tutaj wzniesień i miejsc, które trudno dostrzec z drogi. Obszar poszukiwań można zamknąć w okolicach Szudziałowa, Ostrowa Północnego i Poczopka. Jeszcze parę lat temu nie spotykałem zimą w tych okolicach zbyt wielu fotografów. Kiedy w styczniu 2019 roku zobaczyłem stado, widok żubrów przysłoniło mi około 7 samochodów i 10 fotografów. Miałem za to sporo szczęścia, bo pierwszego dnia wyprawy dojrzałem stado z głównej drogi. Spędziłem na zdjęciach około 2 godzin. Pojechałem na obiad do Sokółki do Karczmy pod Sokołem, a kiedy wróciłem w okolicach zachodu słońca, stada już nie znalazłem. Udało mi się to drugiego dnia. Trafiłem na żubry mniej więcej w tym samym miejscu, w którym widziałem je poprzednio. Trafiłem na niezwykły widok – stały niemal przy samej drodze z Krynek do Supraśla.

Jaki żubr jest, każdy widzi – ale co dalej? Zakładając, że szczęśliwe spotka się stado bez trudu długich poszukiwań, można poczuć lekki powiew nudy. Żubry nie zapewniają fascynującej rozrywki. Stoją, jedzą, leżą i patrzą w kierunku ciekawskich gapiów. Czasami – co jest prawnie zabronione – z pola przegoni je rozzłoszczony rolnik jadący ciągnikiem, ale to rzadko się zdarza. Sądzę, że osoby, które nie fotografują, po godzinie obserwacji poczują się znużone. To rozrywka dla koneserów. Okolica jednak ma znacznie więcej do zaoferowania. Po pierwsze warto udać się do Kruszynian i Bohoników. Można zwiedzić tam meczety i poznać historię polskich Tatarów. Udając się do Supraśla, warto wstąpić do Muzeum Ikon i Muzeum Sztuki Drukarskiej i Papiernictwa. Sztuka pisania ikon jest głęboko zakorzeniona w historii tych terenów, dlatego odkrywanie tego świata w jego samym sercu zapewnia niesamowite wrażenia. Supraśl nie wypuści nikogo głodnego – polecam zajrzeć do restauracji Prowincja albo, jeśli ktoś chce spróbować podlaskiej kuchni, do restauracji Łukaszówka. Po drugiej stronie, zarazem bliżej Szudziałowa (tym samym bliżej żubrów), zjecie pyszny obiad w Sokółce w Karczmie pod Sokołem. Później warto wybrać się na kawę i lody do Starej Szkoły.

Żubr występuje z puszczy. Zimą wygania go z niej niedostatek pożywienia. Te potężne zwierzęta potrzebują dziennie około 70 kg pokarmu. Zdobywanie jedzenia zajmuje im większą część dnia. Obserwując żubry, należy pamiętać, że są to zwierzęta wpisane do czerwonej księgi, czyli rejestru zagrożonych gatunków. O ile patrzenie z okien samochodu czy obserwowanie stada z większej odległości nie wzbudzi u żubrów poczucia zagrożenia, o tyle podchodzenie, hałas czy zbyt bliskie podjeżdżanie samochodem mogą je spłoszyć. Nagłe poderwanie się stada bywa śmiertelnie niebezpieczne – dla ludzi, którzy znajdą się na jego drodze, ale również dla samych zwierząt. Biegnące w popłochu zwierzęta wpadają na siebie, mogą złamać nogę, nadziać się na ostrą gałąź czy uszkodzić ciało w inny sposób. Oczywiście również w naturze takie sytuacje się zdarzają. Żubry może spłoszyć na przykład wataha wilków. Nie warto jednak, a wręcz nie należy, celowo prowokować takich sytuacji. Wystarczą odrobina rozsądku i odpowiednia odległość. Stada wędrują tuż przy domostwach, przecinają drogi wojewódzkie i stoją czasem kilka metrów od asfaltu. Sam widok człowieka nie jest dla nich niczym dziwnym. Dopiero kiedy ciekawość ludzi staje się zbyt nachalna, może dojść do niebezpiecznych sytuacji.

Uważam, że podziwianie stada żubrów w zimowej scenerii Podlasia jest sprawą wartą zachodu. Piękno tych zwierząt i emocje, jakie towarzyszą spotkaniu, przyćmiewają całkowicie wszystkie niedogodności, na które można trafić zimą w tym regionie. Błoga cisza i pustka dookoła są niezwykle kuszące dla fanów slowdrivingu. Taka podróż pozwala zobaczyć coś niesamowitego – w dodatku coś, oferowanego przez samą naturę. Przy okazji odpoczywa się od hałaśliwej i pędzącej codzienności.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info