20 maj 2020

Wyprawa Kon-Tiki, czyli jak nie bać się marzeń

Miałem może 7 lat, kiedy w biblioteczce u dziadka zobaczyłem grzbiet książki z tytułem „Wyprawa Kon-Tiki”. Upłynęło trochę czasu, nim dorosłem na tyle, żeby w ogóle ściągnąć ją z półki, a co dopiero przeczytać i zrozumieć. Opisuje ona pokonanie przez Thora Heyerdahla Oceanu Spokojnego na tratwie w 1947 r. Dzisiaj, kiedy ludzie obiegli świat dookoła, objechali go na rowerze czy weszli zimą na ośmiotysięcznik, zdaje się, że taka wyprawa to niewielkie osiągnięcie. Kilka lat temu Polska żyła dokonaniami Aleksandra Doby, który samotnie w kajaku przepłynął Atlantyk. Co zatem wyróżnia Norwega i jego przedsięwzięcie? Ruszył pod prąd. Dosłownie, bo działał wbrew dostępnej w tamtym czasie wiedzy o prądach morskich czy możliwościach nawigacyjnych. Chciał udowodnić światu, że ma rację, i przy okazji spełnić swoje marzenie.

Kon-Tiki

Wyprawa swoją nazwę zawdzięcza przywódcy Inków zamieszkujących okolice jeziora Titicaca w Ameryce Południowej. Według polinezyjskiej legendy w zamierzchłych czasach mieli oni przepłynąć Ocean Spokojny i osiedlić się na wyspach Polinezji. Gdy Heyerdahl usłyszał tę historię, zapragnął empirycznie sprawdzić, czy w mitach zasiane jest ziarno prawdy. Usilnie starał się o wsparcie dla swojego rejsu. Przez wielu specjalistów i naukowców traktowany był jak szaleniec. Kiedy zwodowano tratwę z balsy (drzewo o niezwykłych właściwościach, suche jest lżejsze nawet od korka), gapie powątpiewali i zakładali się, jak szybko zatonie. Aby nie odbierać nikomu przyjemności z czytania o przeżyciach z podróży, skupię się na tym, co wydarzyło się po 101 dniach od odbicia od brzegu. Po pokonaniu około 7 tys. km Heyerdahl i jego załoga dotarli do Polinezji. Książkę wydaną w Polsce pierwszy raz w 1955 r. czyta się z zapartym tchem. Po lekturze warto obejrzeć także jej ekranizację z 2012 r.

 

Pod prąd

Dlaczego uważam, że ta książka ma niezwykle silny wpływ na moje podróżowanie? Głównie dlatego, że choć sam wyczyn może blednie w porównaniu ze współczesnymi osiągnięciami, to ambicje Heyerdahla ani trochę nie straciły na aktualności. Od tego Norwega można po dziś dzień uczyć się, że warto burzyć schematy, dążyć do celu i spełniać marzenia. Podziwiam także jego oryginalne i konsekwentne podejście do podróży, nieustępliwość w dążeniu do raz obranego celu. Po przeczytaniu książki można nawet odnieść wrażenie, że każda przeszkoda zarówno na etapie przygotowań, jak i w czasie rejsu mobilizowała podróżnika jeszcze bardziej. Ta pozycja to prawdziwy podręcznik dla wędrowników. Ja w trakcie swoich wojaży kilka razy napotkałem poważne trudności i zazwyczaj w chwilach zwątpienia przypominałem sobie wyprawę Kon-Tiki i w niej szukałem odpowiedzi, co powinienem zrobić dalej. Wiele lat temu postawiłem na Polskę. Choć mieszkałem wtedy u podnóża Alp, to niemal każdą wolną chwilę spędzałem w ojczyźnie. Moi znajomi zalewali internet opisami dalekich podróży, korzystali z tanich biletów lotniczych i wyjątkowych promocji w najlepszych hotelach na świecie. Ja przemierzałem wtedy kaszubskie bagna, marzłem na szczytach Tatr i czekałem na zachodzące słońce na bałtyckich plażach. Wiele razy ulegałem pokusie i wyruszałem w świat. Nigdy nie trwało to zbyt długo. Zawsze z utęsknieniem wracałem do Polski.

Moja tratwa

W końcu jednak podjąłem plany, by wzorem przyjaciół ruszyć na podbój świata. Wtedy właśnie pojawiła się propozycja udziału w projekcie Slow Road. Długo biłem się z myślami, ale po 4 latach wiem, że moje obawy podobne były do tych, które miał Heyerdahl, nim wyruszył w rejs. Okazało się, że tratwa pod banderą Slow Roadu płynie w dobrym kierunku, w dodatku wiatry sprzyjają jej coraz bardziej! Przemierzyłem całą Polskę, odwiedziłem ponad 200 niezwykłych agroturystyk i opisałem ponad 100 tras łączących najciekawsze miejsca w kraju. W trakcie tych podróży poznałem ludzi o podobnym podejściu do życia i podróżowania. Nie płyną z prądem, nie idą w tłumie, tylko cierpliwie kroczą ścieżką do celu. Zazwyczaj są nim spokój i radość życia.

Moda na Polskę

Przez wiele lat wszyscy i wszystko dookoła zdawało się krzyczeć „dalej i więcej”. Rok 2020 niespodziewanie wywrócił do góry nogami plany ludziom na całym świecie. Przez jakiś czas żyliśmy pod hasłem „zostań w domu”. Każdy kolejny tydzień przynosi coś nowego. Nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja, jeśli chodzi o podróże, ale jeśli będą one w tym roku możliwe, to najrozsądniej będzie nie wyjeżdżać za granicę. Taki obrót rzeczy niewątpliwie wpłynie na turystykę krajową. Rozpocznie się moda na Polskę. Slow Road już dawno wytyczył mnóstwo polskich szlaków, dlatego teraz może stać się genialnym narzędziem dla niezdecydowanych i poszukujących ciekawych miejsc. Wspomniane „dalej i więcej” lepiej teraz zamienić na „bliżej i mniej”. „Bliżej”, bo możemy wybrać się do pobliskiego lasu, parku narodowego czy poznać chociażby swoje województwo. Natomiast „mniej” wcale nie oznacza gorzej. Chodzi o to, żeby nie szukać atrakcji ze szczytów zestawień i rankingów, tylko skupić się na tym, co nas naprawdę interesuje. Dla mnie rok 2020 z pewnością będzie czasem na dokończenie rozpoczętych przed laty projektów. Chciałbym zdobyć pozostałe szczyty Korony Gór Polski i przejechać wzdłuż Wisły z Beskidów do Gdańska bez korzystania z infrastruktury turystycznej. To moje tegoroczne marzenia. Jest ich mniej i są skromniejsze, ale za to pozwolą mi bardziej cieszyć się podróżą samą w sobie.

Polska jest ciekawa!

Sam od czasu do czasu przeglądam stronę Slow Road. Kiedy ostatni raz buszowałem po trasach, szybko doszedłem do wniosku, że Polska jest naprawdę ciekawa. Jest tak przede wszystkim za sprawą niezwykłych ludzi, którzy stworzyli polską sieć agroturystyk. Prawie każde z tych miejsc posiada swoją historię, zazwyczaj gospodarze mają nietuzinkowy pomysł na swój zakątek. Kto zatem nie chciałby ich poznać? Przecież to świetna przygoda. Małe agroturystyki mają swój niepowtarzalny klimat. Można spędzić w nich długie wieczory przy ognisku i wsłuchiwać się w niecodzienne opowieści. Drugą ogromną zaletą naszej ojczyzny jest jej różnorodność. Mamy 23 parki narodowe, morze, góry (od niedostępnych turni po łagodne połoniny), dzikie rzeki idealne na spływy kajakowe i niezliczone urokliwe miasta i miasteczka. Polska naprawdę nie ma się czego wstydzić. Bydgoszcz, Płock, Legnica, Sanok czy Toruń może na pierwszy rzut oka nie zachwycają tak jak Florencja, Paryż, Londyn i Oslo. Kiedy jednak bliżej pozna się te miejscowości, to bez problemu odkryje się ich wyjątkowość. Najlepszym tego potwierdzeniem jest właśnie Slow Road – 100% sprawdzonych miejsc, które mogę polecić każdemu z ręką na sercu.

Do brzegu

Zacząłem od Peru, Oceanu Spokojnego i norweskiego podróżnika, a skończyłem w kraju nad Wisłą. To również świadczy o fenomenie „Wyprawy Kon-Tiki”. Jest ona niezwykle inspirująca i ponadczasowa. Z postawy Heyerdahla czerpać mogą kolejne pokolenia podróżników. Nie mamy już co prawda na mapie białych plam i trudno być pionierem. Jednak bez względu na rankingi, wyróżnienia i medale każdy z nas może rozpocząć swoją niezwykłą wyprawę – może będzie to próba odwiedzania wszystkich miast powiatowych w Polsce, wszystkich zamków krzyżackich albo wszystkich parków narodowych. Bez znaczenia! Ważne, żeby ruszyć i spełniać przy tym własne marzenia.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info