Alpejska przygoda

Pan Andrzej sam o sobie mówi „miataholik” (sądzimy, że coś jest na rzeczy…).  Zaczął od Mazdy MX 5 i (jak na razie) pozostaje jej wierny. Pierwszą Mazdę kupił w połowie 2013 roku. Był to model MX-5 drugiej generacji, po liftingu, z edycji Sliver Blues, w odcieniu pięknego, głębokiego granatu i z szarym wnętrzem. To w niej po raz pierwszy próbował swoich sił w lidze Miata Challenge. Próby torowe wciągnęły go na tyle, że kupił kolejną Mazdę MX-5, tym razem z przeznaczeniem na tor (pierwsza generacja, rocznik 94’). Po trzech latach od zakupu pierwszego roadstera Mazdy, pan Andrzej doszedł do wniosku, że ma ich trochę za dużo. Sprzedał NB… tylko po to, żeby w ciągu miesiąca zaparkować w garażu Mazdę MX-5 NCFL, w wersji Sport. To ona stała się bohaterką jego zdjęcia.

W zeszłym roku, na początku czerwca pan Andrzej wraz z dwoma kolegami zdecydowali się na rzecz niebagatelną – przejazd przez Alpy swoimi Mazdami MX-5. Plan był prosty – w niecałe 2 tygodnie przejechać jak najwięcej przełęczy w Austrii, we Włoszech i w Szwajcarii. Ich trasa obejmowała zarówno „żelazne pozycje” (szczyt Grosslockner, przełęcz Stelvio czy Furka), jak i mniej znane trasy, głównie na terenie Triestu i Lombardii – w sumie ok. 4000 km pięknych dróg. Dzień, w którym zostało zrobione zdjęcie, był bardzo intensywny – podróżnicy chcieli przejechać przez przełęcz Pordoi, Passo Sella i Passo Gardena, a następnie pojechać na północ w kierunku Brenner, by odbić do San Leonardo na Passo Rombo i zakończyć dzień w okolicach Merano. Czekało ich w ponad 200 km krętych tras oraz przejazdy między przełęczami. Do sjesty mieli mieszane wrażenia, bo z jednej strony kusiły piękne górskie widoki, a z drugiej ruch bywał bardzo duży. Ekipa zaliczyła m.in. spotkanie z Carabinieri, ale wkrótce okazało się, że ani pan Andrzej z kolegami, ani włoscy żandarmi nie są przekonani, że do przewinienia doszło. Skończyło się więc na jednym symbolicznym mandacie na trzech i pouczeniu.

 

Popołudnie okazało się znacznie przyjemniejsze. W planach mieli właściwie tylko Passo Rambo, ale poprzedzone prawie stukilometrowym dojazdem. Gdy dotarli do przełęczy, była już 17.00, a ich czekała jeszcze godzina intensywnej jazdy na szczyt. Gdy dojechali, okazało się, że wjazd na przełęcz jest zamykany na noc, więc czasu na powrót jest niewiele. Knajpka na szczycie była już zamknięta i nic nie wyszło z planowanej kawy. Z drugiej strony widoki na stronę szwajcarską były przepiękne, a mocne popołudniowe słońce dawało światło wprost idealne do sesji zdjęciowych. Przez prawie godzinę Mazdowicze jeździli w górę i w dół, robiąc pamiątkowe zdjęcia. Kolejne Mazdy raz znajdowały się w obiektywie, innym razem jeździły za tymi, które były fotografowane. W pewnym momencie pan Andrzej, na wpół wystając ponad ramę szyby samochodu, zrobił przepiękne zdjęcie mazdy w ruchu (możecie je zobaczyć obok).

 

Zamieszczone tu zdjęcie to także owoc kolejnego hobby pana Andrzeja – obok motoryzacji, jego pasją jest fotografia. Od kilku lat fotografuje samochody, imprezy motoryzacyjne, road tripy, piękne miejsca i przyrodę. Miłość do Mazdy, turystyki i fotografii? To się musiało udać!

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info