Sokolec 32, Sokolec
tel. 785 39 02 99
www.szyprowka.pl

Chata pod Sową
dolnośląskie

Do Szyprówki, a właściwie Chaty pod Sową, docieram późnym niedzielnym popołudniem. Na twarzy Małgosi widzę zmęczenie – to nie był łatwy weekend. Krzysztof ciągle biega z zamówieniami. Dookoła siedzą ostatni turyści, którzy niebawem zaczną wracać do domów. Nim to się stanie, wielu z nich skorzysta z baru piwnego i skosztuje naprawdę dobrego jedzenia. Goście siedzą, jakby byli przyklejeni do stołków, mimo że powinni już wracać, bo robi się ciemno. To właśnie ten niezwykły klimat – widok gór, pyszne jedzenie, dobre piwo – przyciąga tu coraz więcej osób, które, jak zaczarowane, przestają się w tym miejscu spieszyć. Sukces Szyprówki tkwi, moim zdaniem, w oddanych jej bez reszty właścicielach i ich determinacji.

Historia Szyprówki sięga wiele lat wstecz, a zaczęła się od zwykłych weekendowych wypadów w góry. Gosia z Wrocławia, Krzysiek z Nowej Rudy. Miejsce to nie należało wtedy do nich, ale właśnie w nim się poznali, przez co stało się „ich” miejscem. Kiedy dowiedzieli się, że kolega musi sprzedać dom na przełęczy, długo się nie zastanawiali – już przecież od dawna był „ich”. Po latach stali się właścicielami Szyprówki, którą tak głęboko nosili w sobie. Teraz, świadomie lub nie, zaczęli spełniać tu marzenia i atmosferą, jaką tu tworzą, przyciągają ludzi z całego regionu.

Tylko odważni właściciele wywieszają na barze kartkę, że nie sprzedają piwa z sokiem. Tylko odważni właściciele podają zdrowe, dobre dania tuż obok szlaku turystycznego, przy którym można zbić fortunę na fast foodach. Tu na jedzenie czeka się dłużej niż na frytki czy zapiekankę z mikrofalówki, a pytanie o popularny browar jest nietaktem. Za plecami barmana widać całą ścianę piw (około 150 rodzajów) z regionalnych wytwórni i szkoda nie spróbować innych gatunków niż te, które pije się na co dzień.

Kolejny raz zamawiam na mojej trasie burgera. Po drodze siadam i delektuję się widokiem na Góry Sowie. Tuż obok mnie ludzie kryjący się przed wieczornym chłodem pod kocami patrzą w dal tak samo jak ja. Jedzenie w takim miejscu to po prostu poezja. Burger jest przepyszny, a najlepszą jego przyprawą jest… otoczenie.

Wieczorem w Szyprówce robi się cicho. Z głośników sączy się ulubiona muzyka Krzyśka, Gosia kończy resztki papierkowej roboty. Przez okno widać unoszącą się nad doliną mgłę. Drewno zaczyna cicho przemawiać, delikatnie skrzypiąc. Siedzę pod kocem, czytam Fiedlera i naprawdę niczego więcej mi nie potrzeba!

Skontaktuj się z właścicielem

Wiadomość z portalu Slow Road została wysłana

Dziękujemy

Skontaktuj się z właścicielem

Dostępne po zalogowaniu

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info