Giełczyn 6, 19-104 Trzcianne Giełczyn
tel. 604 11 18 60
www.facebook.com

Dom pod Klonem
warmińsko-mazurskie

Był spokojny jesienny dzień. Tamara z Piotrem wybrali się na grzyby. Mieszkali w Laskowcu, tuż przy Carskiej Drodze. Po takich spacerach coraz bardziej pragnęli zamieszkać wśród ciszy. Wędrowali, spacerowali, aż dotarli w okolice Giełczyna. Grzybów nie znaleźli wielu, ale za to odnaleźli swój raj – stare gospodarstwo z walącymi się budynkami. Kiedy udało im się skontaktować z właścicielem, kupili Dom pod Klonem bez targowania się – po prostu musiał być ich!

To miejsce czekało na nich ponad 15 lat – całkowicie puste i bez życia, teraz stało się ich spełnieniem marzeń. Pomógł też przypadek – poprzedni właściciel umieszczał w stołecznej gazecie ogłoszenie ze złym numerem telefonu. Nic dziwnego, że nikt nie zadzwonił, a to małe domostwo dopiero w 2008 roku trafiło w odpowiednie ręce. Zagospodarowanie tego miejsca nie było jednak takie proste – najpierw czekały ich porządki, później remont, aż po kilku latach dym z kominka zaczął regularnie oznajmiać, że życie ponownie na stałe zagościło w tych progach.

Tamara z Piotrem przyjmują gości w górnej części domu. Już na ganku widać, że to dom miłośnika i opiekuna lasu – pełno tu kaloszy, butów górskich i kurtek moro. Piotr na co dzień pracuje jako strażnik Biebrzańskiego Parku Narodowego i jak mało kto zna te leśne tereny. Na piętrze znajdują się 4 pokoje, które mogą pomieścić maksymalnie 6 osób. Do dyspozycji ich mieszkańców jest mała kuchenka, obszerna biblioteczka i duży rodzinny stół. W takim miejscu trudno jednak nie skosztować przepysznego jedzenia, którego woń rozchodzi się po całym domu. Na śniadanie Tamara nie musiała mnie wołać, bo zapachy smażonej cebuli i jajecznicy same sprowadziły mnie na dół.

Do Domu pod Klonem pierwszy raz trafiłem srogą zimą. Droga z Brzezin do Giełczyna była ledwo widoczna spod skrzącego się śniegu. Nie zapomnę tamtych rozmów prowadzonych z Tamarą i Piotrem przy kominku o Biebrzy, lesie i wydrach. Przyjechałem jako obcy, a nagle stałem się „swój”. Z każdym powrotem do tego miejsca cieszyłem się coraz bardziej. Wracałem tu wiosną i jesienią. Uwielbiam te momenty, kiedy w i tak bezgłośnym Giełczynie robi się jeszcze ciszej. Przyroda albo się budzi, albo już zasnęła, a kiedy wyjdzie się piaszczystą drogą w kierunku Biebrzy i spojrzy dookoła, jest tu tak cudownie pusto i cicho.

Po powrocie z długiego lub krótkiego spaceru zawsze następowała chwila rozmowy z właścicielami, wymiana wrażeń. W ich gospodarstwie nie jest się jedynie klientem – jest się gościem. Tamara z Piotrem nie nachalnie, lecz życzliwie pomagają w tym, żeby nawet najkrótszy pobyt w tym raju był niezapomniany!

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info