Aleja Spacerowa 22, 58-310 Szczawno-Zdrój
www.dworzysko.pl

Dwór Idy i Dworzysko
dolnośląskie

Ekogrill? Szyba, przez którą można zobaczyć, jak pracują kucharze? Zioła i przyprawy z ogródka znajdującego się tuż za restauracją? Tak! To wszystko i o wiele więcej zaskakujących rzeczy znalazłem w bardzo urokliwym miejscu nieopodal Szczawna-Zdroju. Trafiłem tam z polecenia pewnej mieszkanki Wałbrzycha i w ostatniej chwili zdecydowałem, że zajrzę, choć miałem inne plany. Przyjechałem na 5 minut, a zostałem do rana!

Jeśli właściciele jakiejś restauracji marzą o zaangażowanych i świadomych pracownikach, powinni odwiedzić Restaurację Babinicz. Kelner to tutaj nie tylko łącznik na linii stolik – kuchnia, ale również znawca menu i opiekun gościa. Od momentu wejścia do restauracji moje pytania nie pozostawały bez odpowiedzi. Nie miałem rezerwacji, a kelner sprawiał wrażenie, jakby czekał właśnie na mnie. Zaspokoił moją ciekawość i pokazał mi całą dostępną dla gości przestrzeń. Kiedy wyjaśniłem mu, że takich miejsc właśnie szukam, zostawił mnie na 5 minut przy deserze, aby przyprowadzić do mnie szefa kuchni – Wojciecha Harapkiewicza. Rozpoczęliśmy z Wojciechem nie tyle zwiedzanie, ile niezwykły dialog na temat zdrowego jedzenia, smaku i filozofii prowadzenia restauracji.

Już nie tylko jak gość, przez szybę, lecz także od środka mogłem zobaczyć kuchnię, masarnię i wszystkie miejsca, gdzie powstają wyjątkowo smaczne produkty. Skosztowałem kiełbasy i bardzo oryginalnych nalewek! Poszliśmy z Wojciechem do ogrodu, gdzie dowiedziałem się, jak dużo ciekawych przypraw i jadalnych kwiatów można wyhodować na skrawku ziemi. Jeśli w kuchni ich zabraknie, młody kucharz, zaopatrzony w nóż, biegnie do ogrodu i je przynosi – natury nigdy za dużo!

Zjadłem tu najsmaczniejszy obiad ze wszystkich, które miałem przyjemność jeść w dotychczasowych podróżach. Była pyszna szczawiowa, półgęski, a jako danie główne wybrałem jesiotra, sandacza i przegrzebki. Ogromnym zaskoczeniem okazał się deser, czyli własnoręcznie robione lody, z czekoladą, sosem chili i czerwonym pieprzem. Coś niesamowitego! Zauważyłem też, że nie tylko ja, lecz także goście z sąsiednich stolików mieli po jedzeniu setki pytań – „Co to za sos?”, „Co to za zioło?”, „A jak to…?”, „A dlaczego…?”. Ku mojemu zaskoczeniu nie dość, że kelnerzy znali odpowiedzi na te pytania, to jeszcze ciekawie opowiadali i wyjaśniali różne połączenia smaków. Menu mają również w małym palcu, bo bez wahania potrafili zaproponować najróżniejsze zestawy dań. Czapki z głów za taką obsługę! To naprawdę rzadkość.

Po tak pysznym obiedzie poszedłem na długi spacer po okolicy. Obserwowałem wolno biegające konie i wędrowałem przed siebie wpatrzony w malownicze pejzaże. Nie mogłem odmówić sobie ciszy poranka w tym miejscu i zasnąłem tego dnia w Dworze Idy. To przepiękny dworek w stylu szwajcarskim – ślad dawnych czasów. Dziś posiada przytulne, a zarazem przestronne pokoje gościnne.

Po śniadaniu pełnym wyrobów tutejszej produkcji mogłem ruszyć na dalsze poszukiwania, choć tęsknota za tym miejscem pozostanie na długo i z pewnością jeszcze kiedyś tu wrócę!

Skontaktuj się z właścicielem

Wiadomość z portalu Slow Road została wysłana

Dziękujemy

Skontaktuj się z właścicielem

Dostępne po zalogowaniu

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info