Uwielbiam takie małe zagubione miasteczka z trudnymi do zapisania nazwami. Inowłódz jest powszechnie znany, ale trudno jest bez zastanowienia przypisać go do okolic większego miasta czy regionu. Piękne w tym miejscu jest to, że – poza ruinami zamku, Pilicą i starą synagogą, w której mieści się obecnie sklep spożywczy – nie ma tu nic. Jest jeszcze tylko kościół pw. św. Idziego, znajdujący się na wzgórzu, widoczny z każdej części miasta.

Trudno powiedzieć o takich miasteczkach, że się je zwiedza – raczej odkrywa. Swoją przygodę w tym miejscu rozpocząłem od spaceru na zamek. Bardzo spodobało mi się określenie, że pozostaje on „trwałą ruiną” – odbudowano go z istniejących fundamentów, ale tylko połowicznie, bo musiał przecież pozostać ruiną dla zwiedzających. Mieszczą się tam obecnie dom kultury i biblioteka, odbywają się różne spotkania i wystawy. Z wieży rozpościera się przepiękny widok na całą okolicę.

Uwielbiam w takich wioskach wizyty w sklepach. Zawsze kupuję tutejszą oranżadę i słodką bułkę – 100% zadowolenia, choć napoje (poza wodą mineralną) zazwyczaj zawierają znaczną część tablicy Mendelejewa. Dzięki temu mogę poobserwować kawałek inowłodzkiej codzienności i posłuchać, o czym rozmawiają ludzie w kolejkach. Później staję przed sklepem (napój zawsze pije się na miejscu, bez kaucji), zjadam bułkę i czytam ogłoszenia – o targu, kurach nioskach i skupie grzybów. Czasami trafi się jakiś kwiatek w stylu: „Sprzedam Fiata 126p po remoncie”. Polecam takie krótkie przysklepowe spotkania trzeciego stopnia!

Poszedłem dalej. Tego dnia byłem chyba jedynym turystą w Inowłodzu. Widok człowieka spacerującego z aparatem wywołuje na twarzach wielu osób uśmiech, a ja biorę udział w krótkich pogawędkach i jeszcze bardziej pochłania mnie miejscowy klimat.

Nad rzeką obejrzałem plażę miejską. Niestety Bar Tamka był zamknięty, więc bułka z serem to jedyne, co udało mi się zjeść. Przeszedłemm się wzdłuż brzegu Pilicy i siadłem przy rekonstrukcji dawnych tratw, która pokazuje, jak kiedyś spławiano drewno z tych terenów wiosną. Ogromna polana, plac zabaw dla dzieci, a w tle nieustannie kościół na wzgórzu – ruszam zatem!

Wejście na górę zajęło mi parę chwil. Ze wzgórza rozciąga się przepiękny widok na miasteczko, rzekę i okoliczne lasy. Niestety nie można zobaczyć kościoła w środku, więc wróciłem nad rzekę i wsłuchiwałem się w szum wody i okoliczne odgłosy.

Gdyby nie było nieopodal drogi krajowej nr 48, uznałbym to miejsce za przepiękny koniec świata, bo przypuszczam, że panująca tu cisza sprawiłaby, że nawet powietrze zamarłoby w bezruchu. Ten bezgłos, pewna ospałość udzielają się przyjezdnym dość szybko. Trudno wyjechać z Inowłodza. Jakaś cząstka nas zawsze zostaje w takich miejscach!

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info