Mazury kojarzą się wszystkim z jeziorami. To właśnie w tym regionie bogato rozlewają się mniejsze i większe wody, tworząc przepiękną krainę Wielkich Jezior Mazurskich. Opisuje się i promuje te duże, znane i tłumnie oblegane przez żeglarzy. Czy odnajdzie się tu jednak miłośnik slow drivingu? Czy pomyślano tu o kierowcach?

 

W miejscach turystycznych dominują zazwyczaj szlaki piesze i rowerowe. Mazury to jednak teren wybitnie nadający się do „powolnej jazdy” po „wolnych drogach”. Ekipa Slow czuje się tu jak w domu. Do zdjęcia nogi z gazu zmuszają kręte, obsadzone drzewami szosy. Często dodatkowo zachęca do tego ich stan (dziury). To, co wyróżnia te ziemie, to ogromna liczba dobrze utrzymanych traktów szutrowych i polnych. Dopiero kiedy na horyzoncie widać maleńką osadę, a w lusterku kurz, wiadomo, że zaczyna się slow driving.

Podczas mazurskiej włóczęgi, którą polecam każdemu, natrafiłem na kilka wyjątkowych miejsc. Mogą być one wskazówkami przy wyznaczaniu własnej trasy (chyba że ktoś chce jechać po moich śladach). Najpiękniejsze jest to, że podobnych przystanków można zaplanować tam tysiące – małych nieznanych wiosek nad jeziorami czy malowniczo położonych osad rolniczych na wzgórzach morenowych.

Mnie zafascynował klimat poranka w Rucianem-Nidzie. To miasto jest pewnym symbolem – widać tu rozmach i agresywność, z jaką przemysł wdziera się w życie ich mieszkańców i zmienia je bezpowrotnie. Tło dla drewnianych chałup stanowią betonowe bloki. Malowniczy brzeg jeziora kontrastuje z ruinami zakładów przemysłu drzewnego. Gdy dalej przemierzałem mazurskie szlaki, dotarłem nad brzeg Jeziora Dobskiego w maleńkiej miejscowości Doba. Przy wjeździe do niej dostrzegłem ogromne zabudowania po dawnych PGR-ach. W takich miejscach nikt nie spodziewa się turystów, zwłaszcza po sezonie. Można dotrzeć tu asfaltową drogą, ale zdecydowanie więcej frajdy sprawia toczenie się na wolnym biegu po wspaniałych szutrach. W takich miejscach wchodzę do sklepu i szukam słodkich bułek z lokalnych piekarni. Raz sprzedawczyni, która zeszła z góry, gdy zadzwoniłem, uraczyła mnie oranżadą z Jurajskiej – napojem z dzieciństwa, z rodzinnych stron. Skąd wzięła się na tym końcu świata?

Takich cudownych odkryć na naszych Mazurach było więcej. Fuleda, Rydzewo czy Bogaczewo. Nie ma tu jednej, właściwej drogi. W zasadzie każde jezioro kryje w sobie jakieś tajemnicze miejsca, zapomniane i nieodkryte przez turystów – leżące często nie po drodze, na uboczu, mające jednak wspaniały klimat. Warto przeglądać mapę na ogromnym zbliżeniu i docierać do miejsc, których zdjęcia satelitarne pokazują tylko kilka zabudowań. Łabapa, Radzikowo czy Pilwa. Można po prostu jechać przed siebie!

Każdy może zostać odkrywcą własnej trasy na Mazurach. Chyba tylko raz szutrowa ścieżka zakończyła się w polach i musiałem zawrócić. Inne drogi prowadziły mnie do kolejnych małych wiosek, gdzie zdumiony biegałem z aparatem i fotografowałem codzienność obserwujących mnie mieszkańców.

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info