Kiedy pokazuję zdjęcia fontanny wzorowanej na rzymskiej Fontana del Tritone autorstwa Berniniego lub równie ciekawej Pięknej Studni, oglądający mają problem z odgadnięciem miejsca, z którego pochodzą fotografie. Mogłoby to być jakieś włoskie miasteczko, jednak polskie akcenty temu przeczą. Podpowiadam zazwyczaj, że to śląski Rzym, ale to niewiele pomaga. Po wypowiedzeniu nazwy Nysa zapada niezręczna cisza. Nysa? Tak! To prawdziwa perła w koronie polskich miast.

Odkąd wybudowano obwodnicę, w mieście zrobiło się w spokojniej. Ruch w kierunku granicy zniknął, pozostały ronda i potężne koleiny po tirach. Wjeżdżając do centrum, zobaczyłem ogromny plac budowy. Nysa, która po II Wojnie Światowej wróciła w granice Polski, nie miała łatwo. Po ucieczce Niemców Rosjanie zrujnowali ją w prawie 60%. Potem solidne niemieckie cegły rozbiórkowe trafiły do Warszawy. Dopiero wiele lat po wojnie rozpoczęto odbudowę. Śląski Rzym zaczął podnosić się z kolan. Niestety do dzisiaj widać tutaj ślady PRL-u. Stoją tu obok siebie średniowieczny kościół i betonowe straszydło. Brukowana ulica sprzed wieków znajduje się pomiędzy blokami z lat 80. Nysa jest pełna kontrastów. Odniosłem również wrażenie, że jest kompletnie niezainteresowana turystą. Na szczęście byłem bardzo zdeterminowany, żeby zobaczyć najważniejsze miejsca.

Zacząłem od bazyliki pw. św. Jakuba i św. Agnieszki. Prześladowały mnie wszędobylskie remonty i zanim znalazłem wejście, minęło sporo czasu. Za to Było jednak warto, wnętrze zaparło mi dech w piersiach. Gotyk. Barok. Kolorowe światło wlewające się do środka przez witraże. Czytając o historii świątyni, oczami wyobraźni widziałem pogańskie miejsce kultu zastąpione kapliczką, a w 1195 roku – małym kościołem. Dzisiaj bazylika dumnie króluje w panoramie miasta. Co ciekawe, posiada jeden z najbardziej spadzistych dachów w Europie, a jego powierzchnia to prawie 4000 m2.

Nysa, miasto kontrastów – sacrum i profanum. Wyjście na zewnątrz jest jak kubeł zimnej wody wylany na głowę. Jak na tak niewielkie miasto, ulice Nysy są pełne ludzi. Ciągły ruch. Klaksony. Śmiechy. Krzyki. No i remonty. Główna ulica prowadząca do rzeki była jednym wielkim wykopaliskiem, więc udałem się na poszukiwania słynnej fontanny. Dopiero z pomocą przechodnia trafiłem we właściwe miejsce. Fontanna Trytona rzeczywiście robi wrażenie. Niestety obok niej ciągnie się sznur aut, ale do tego w Nysie zdążyłem się już przyzwyczaić. Robiąc zdjęcia, wyglądałem dosyć dziwnie. Turysta? Tutaj? W środku tygodnia w październiku? Szok! Było go widać na twarzach przechodniów.

Piękna Studnia – nazwa idealnie oddaje jej wygląd. Gdyby była oznakowana, to zobaczyłbym ją wcześniej, bo stoi nieopodal bazyliki. Jej metalowa obudowa to arcydzieło barokowej sztuki kowalskiej. Waży ponad 2500 kg, ma średnicę około 180 cm i prawie 5 m wysokości. Wybudowano ją w czasie najazdu Szwedów i była wtedy jedynym niezatrutym źródłem wody pitnej w mieście. Kiedy szpiegom udało się zanieczyścić jej wody, obrońcy musieli się poddać. Służyła mieszkańcom aż do 1880 roku, ale dziś nie robi już na nich wrażenia. Ja podziwiałem ją przez dobre kilkanaście minut.

Zobaczyłem raptem trzy rzeczy, a minęły ponad dwie godziny. Po drodze natknąłem się na kilka ciekawych kamienic, ale wciąż znałem tylko niewielki fragment miasta. Na liście zabytków widnieje kilkadziesiąt budynków. Niestety brak oznakowania nie ułatwiał mi ich odnajdywania. Wpatrzonyony w ekran telefonu błądziłem od adresu do adresu. Czasami ciekawsze atrakcje spotykałem po drodze niż u celu. Nie ukrywam, że za to przeoczenie Nysa ma u mnie duży minus.

 

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info