Jesteś tutaj:

PUSZCZA KAMPINOSKA

Uwielbiam las. Utworzony na terenie Puszczy Kampinoskiej Park Narodowy to jasny sygnał, że ten obszar jest wyjątkowy.

Próbowałem go poznać na różne sposoby – pieszo, rowerem… Szukałem miejsc ciekawych przyrodniczo, chodziłem tropem historii i wciąż miałem wrażenie, że nic nie układa się w spójną całość. Nie poddawałem się jednak, kolejny raz poszukałem noclegu w pobliżu. Trafiłem na Zdrowisko położone na terenie parku i to był strzał w dziesiątkę. Zamiast skupiać się na wertowaniu kolejnych przewodników i map, poszedłem porozmawiać z mieszkańcami, którzy żyją tu od wielu lat. To oni zachęcili mnie do poznania puszczy od zupełnie innej strony. Ruszyłem szlakiem kolejnych miejsc włączanych do obszaru parku – znikających domów i gospodarstw. Chciałem zobaczyć, jak szybko natura zaciera ślady działalności człowieka.

Początek trasy ustaliłem w Andrzejowie. Postanowiłem pojeździć samochodem po otwartych dla pojazdów silnikowych drogach i możliwie często zatrzymywać się na krótsze lub dłuższe spacery. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony stanem nawierzchni. Płaskie jak stół, wijące się wśród lasów asfaltowe nitki to raj dla rolkarzy! Napotkałem osadę o sympatycznej nazwie Truskawka. Kilka gospodarstw i co rusz zielona połać puszczy – ślad po dawnym siedlisku. Przyroda momentalnie zajmuje zwolnione przez ludzi tereny. Życie osadników nigdy nie było tu łatwe – dookoła tylko drzewa i prawie same mokradła i bagna, które wiosną zamieniają się w rozlewiska. Jechałem spokojnie dalej, ale na moment musiałem wyjechać na główną szosę, żeby przedostać się do miejscowości Palmiry, z której ruszyłem przez samo serce Puszczy Kampinoskiej do Izabelina położonego na południowym skraju parku.

Ta trasa nie dość, że jest przepiękna, to w stu procentach slowroadowa! Początkowo prowadzi asfaltem, a prędkość ograniczają znaki drogowe. Muszę przyznać, że dla mnie mogłyby nie istnieć, bo i tak jechałem żółwim tempem, podziwiając przyrodę po obu stronach drogi. Przy każdym mostku robiłem przystanek i wpatrywałem się w wodę, która malowniczo rozlewała się wokół. Po kilku kilometrach asfalt ustąpił miejsca brukowi, a jeszcze dalej szutrowi. Ruch był naprawdę niewielki, więc gdy tylko zgasiłem silnik, nie było słychać nic poza szumem drzew i śpiewem ptaków. Powoli jak ślimak sunąłem przez puszczę, aż nagle zobaczyłem zabudowania i poczułem się jak w innej rzeczywistości. Z tej strony nie ma nic pomiędzy naturą a cywilizacją – las kończy się bez zapowiedzi. Na szczęście wystarczy cofnąć się o kilometr, by móc wciąż cieszyć się pięknem tego świata.

Zapewne istnieje wiele sposobów na odkrywanie uroków Puszczy Kampinoskiej. Rower, piesza wędrówka czy samochód – każdy z nich jest dobry. Dla mnie jednak to „safari” wolnym tempem po lesie okazało się najciekawsze. Być może jestem ignorantem, który nie zna się na przyrodzie i nie potrafi rozpoznawać ciekawych okazów roślin i zjawisk przyrodniczych, umiem jednak czujnie obserwować okolicę, czytać znaki pozostawione przez ludzi i uwielbiam podziwiać niepowtarzalne krajobrazy. Choć niektórzy odbiorą to jako lenistwo, po przebyciu tych kilkunastu kilometrów samochodem zachwyciłem się puszczą bardziej niż po wielu godzinach podróżowania rowerem w zeszłym roku. Warto szukać alternatywy!

Zobacz najnowsze wpisy na blogu