Piotrkowska 138/140
90-062 Łódź
tel. 786 25 85 55
www.spoldzielnia-lodz.pl

Restauracja Spółdzielnia – łóżko zamiast biurka
łódzkie

Koniec lata. Przed oczami ceglane ściany dawnej fabryki. Patrzę na idealny przykład wykorzystania przestrzeni, która z zasady powinna zostać skazana na stratowanie, zrównanie z ziemią.  Tu jednak – na OFF Piotrkowskiej – zadbano o kawałek historii miasta, a pofabryczne budynki stały się oazą spokoju, miejscami spotkań i niebanalnych biznesów. Oazą spokoju? Przecież każda letnia noc kończy się tu dopiero o wschodzie słońca, a wieczorem trudno o miejsce przy stoliku. Gdzie więc jest ten spokój? W nas, już po godzinie na OFFie!

Do długiego barowego stołu w ogródku podchodzi Tomasz, właściciel jednej z pierwszych restauracji w tym miejscu. Po minucie przechodzimy na ty i zostaję zabrany do świata sprzed istnienia OFFu. Witryna Spółdzielni, na którą patrzę, miała kiedyś zupełnie inny szyld. Dookoła nie było stylowych ogródków, światełek i oryginalnych wystaw sklepowych. Nie zaglądał tutaj również nikt bez specjalnej potrzeby. Co było w Spółdzielni wcześniej? Sklep z deskorolkami! Choć gdy patrzy się dzisiaj na to miejsce, trudno w to uwierzyć. Rozglądając się dookoła, człowiek odnosi wrażenie, że to miejsce istnieje tu od zawsze.

Kiedy Spółdzielnię otworzono po raz pierwszy, Tomasz uczył się bycia restauratorem. Była to bolesna nauka i totalna klapa. Brak gości i masa błędów, które popełnił, nie zniechęciły go w dążeniu do spełnienia swojego małego marzenia w tym miejscu. Głośno otwartą restaurację po dwóch tygodniach cicho zamknięto. To nie był koniec. Wsłuchany w głosy klientów, nauczony doświadczeniem nie poddał się – przemyślał, przebudował, przeorganizował i kolejny raz otworzył Spółdzielnię. Miało to być przecież spełnienie jego marzeń, podzielenie się doświadczeniami zebranymi z podróży po USA, gdzie w małych knajpkach w San Diego Tomek układał sobie w głowie przyszłe menu i oczami wyobraźni widział takie miejsce, jak tam, w Łodzi.

Do naszego stolika podchodzi Dominika, żona Tomka. Otwiera przede mną jeszcze inne rozdziały tej historii – opowiada o pierwszych pomysłach i wyjaśnia, dlaczego właściwie restauracja nazywa się Spółdzielnia. Początkowo miały się tu odbywać cotygodniowe targi warzyw i owoców dla lokalnych producentów. Jesteśmy jeszcze przecież w czasach, kiedy OFFu nie było, a zimne przestrzenie straszyły pustkami. Życie jednak napisało inny scenariusz i ten kawałek Łodzi stworzył się sam z pomocą odważnych ludzi.

Dzisiaj Spółdzielnia to jedna z najbardziej znanych w Łodzi restauracji. W weekendowe wieczory bez rezerwacji stolika można zapomnieć o kolacji. Przychodzą tutaj studenci, zapracowani biznesmeni, ale również roześmiani turyści. Panuje tu luźna, choć nie luzacka, atmosfera. Po godzinie w tym miejscu – mimo lekkiego gwaru i pory obiadowej – odnalazłem swój spokój.

Bardzo zgłodniałem, dlatego postanowiłem spróbować burgera. Całe menu nie jest dziełem przypadku i w dużej mierze zależy od lokalnych dostawców. Kiedy któryś z nich nie dowiezie produktów, to karta po prostu się zmienia. Patrząc przez ogromne okno na coraz większą rzekę ludzi, czekałem na swój obiad. Kiedy już go dostałem, odetchnąłem z ulgą. Burger okazał się nie tylko fotogeniczny, ale też bardzo smaczny!

Kiedy Tomasz otwierał drugi raz Spółdzielnię, szef kuchni roześmiał się, zobaczywszy, jak urządza nowe biuro. Powiedział prorocze słowa: „Kup sobie łóżko zamiast biurka”. W grudniu 2014 roku te słowa stały się rzeczywistością. Każdy dzień to nowe wyzwanie, a restauracji nie zamyka się raczej w tym samym dniu, w którym otworzono ją dla gości – trudno przed północą odesłać do domów zaczarowanych tym miejscem ludzi.

 

Skontaktuj się z właścicielem

Wiadomość z portalu Slow Road została wysłana

Dziękujemy

Skontaktuj się z właścicielem

Dostępne po zalogowaniu

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info