W Wieluniu się zgubiłem. Być może to The Gar Bar oderwał mnie od rzeczywistości i nie mogłem zejść na ziemię. Po chwili kluczenia udało mi się wreszcie wyjechać na drogę nr 481 w kierunku na Łask. Już parę kilometrów za Wieluniem ujrzałem przydrożny targ warzywny, który ciągnął się kilometrami. W moim bagażniku lądowały kolejno ziemniaki, pomidory, śliwki, a na końcu – maliny. Wszystko to kupiłem za połowę miastowych cen, a radość, jaka malowała się na twarzach gospodarzy, była bezcenna!

Jechałem powoli, by móc dokładnie przyjrzeć się urokom polskiej wsi. Droga była niemalże pusta, więc nic mnie nie niepokoiło aż do okolic Zamościa. Oczywiście nie tego na Lubelszczyźnie, ale małej wioski znajdującej się na mojej trasie. Tu rozpocząłem kilkugodzinną grę terenową w poszukiwaniu starych młynów nad Grabią.

Ich śladem można podążać na kilka sposobów. Pierwsza możliwość to żółty szlak z Siedlec Łaskich do Łasku. Liczy on około 46 km długości i biegnie wzdłuż rzeki. Znajduje się na nim 6 zachowanych młynów. Warto ruszyć pieszo i pokonać tylko wybrany odcinek lub wybrać się na weekend i przejść go w całości, mając przy sobie namiot. Idealne rozwiązanie to także rower, bo szlak prowadzi praktycznie w całości przez las, łąki i wioski po niezwykle płaskim terenie.

Historia pamięta aż 30 młynów, które istniały niegdyś na tych terenach. Szlak przecina 6, a co z resztą? Przejrzałem dokładnie mapę i odnalazłem zaznaczone na niej punkty, gdzie powinienem znaleźć młyn lub jego ruiny. Ta zabawa bardzo przypadła mi do gustu – w niektórych miejscach znalazłem same fundamenty, a niekiedy wracałem po kwadransie z niczym. Rzeka ułatwia sprawę, bo to właśnie wzdłuż niej należy szukać. Podczas moich poszukiwań odbyłem masę ciekawych rozmów i mimo że poza szlakiem znalazłem tylko dwa młyny, przeżyłem świetne popołudnie.

Później udałem się do przepięknej osady, o której wiedziałem tyle, że miejscowy młyn funkcjonuje do dziś. Pierwsze wzmianki o Dwóch Młynach – Ldzaniu i Talarze – pojawiają się w 1568 roku. Historia tych terenów sięga dużo wcześniej, wiadomo także o istniejącej w pobliżu hucie żelaza i starszych młynach na bezimiennej strudze rzeki. Drewniane budynki, które od wieków wykorzystywały siłę wody w tym miejscu, niestety często płonęły. To, co możemy zobaczyć dzisiaj, pochodzi z końca XIX wieku. Lata wojen i zmian ustrojów politycznych niezbyt dobrze wpłynęły na kondycję budynków. W 1995 roku gmina sprzedała osadę i po trzech zmianach właścicieli nareszcie zapanował w tym miejscu spokój. Nowi gospodarze z ogromnym szacunkiem podchodzą do dziedzictwa kulturowego i historycznego, jakie zachowało się we wnętrzach i otoczeniu młynów.

Dziś w przepięknej scenerii możecie napić się tu kawy, podziwiając drewniany budynek młyna. W pobliżu szumi rzeka, nieopodal znajdują się malownicze stawy. Spacer groblą i cisza tego miejsca po prostu urzekają. Dzięki uprzejmości właścicieli mogłem wejść do wnętrza i przenieść się w czasie o kilkadziesiąt lat wstecz. W przyszłości ma powstać tu muzeum młynarstwa, ale wymaga to dużych nakładów pracy i funduszy.

Nieopodal, w miejscowości Kolonia Karczmy, odnalazłem przy łowisku klimatyczną smażalnię ryb, również urządzoną w starym młynie. W sezonie działa tutaj bar i można zjeść pysznego pstrąga, a przez cały rok kupić ryby – zarówno świeże, jak i wędzone.

Pochodziłem więc po lesie, po nadrzecznych łąkach, zwiedziłem stary młyn i zostałem odkrywcą 3 nieistniejących już młynów. Na koniec zjadłem pysznego pstrąga i poleżałem na ławce przy stawie. Nie ukrywam, że to tylko zabawa i uprzedzam, że często możecie się rozczarować, nie znajdując nic. Dla mnie dawka świeżego powietrza i radość z poszukiwań okazały się bezcenne!

Zapisz się do newslettera

Dla gospodarzy

Dla gości

Zostałeś zapisany na newsletter Slow Road

Dziękujemy, będziesz otrzymywał powiadomienia o nowych, pięknych miejscach.

Info