Mazowieckie przygody

 Legenda 

kolor punktu zielony - rekomendacja SLOW ROAD
kolor punktu pomarańczowy - ciekawe punkty do weryfikacji.

Nasza kolejna mazowiecka przygoda rozpoczęła się od wizyty w przemiłej, maleńkiej Dziupli. Poznaliśmy uroki Puszczy Kampinoskiej. Po dniu pełnym wrażeń i leśnych spacerów dotarliśmy do Osady Młynarza. Piękna, spokojna okolica i krótka wycieczka kajakiem po rzece to idealne zakończenie dnia. Nie próżnowaliśmy. Z samego rana ruszyliśmy do Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu, żeby w ciszy i spokoju odbyć wspaniałą podróż w czasie. Kiedy już wchłonęliśmy całkiem sporo wiedzy o życiu na dawnej wsi, pojechaliśmy do Muzeum Małego Miasta w Bieżuniu. Tutaj odżyły wspomnienia i historie opowiadane przez dziadków.

Kolejnego dnia obudziliśmy się w Dworku nad Wkrą. O niezapomniany pobyt zadbali Zosia i Karol: płynęliśmy Wkrą, zobaczyliśmy „Sosnę Bezgranicznej Miłości”, a co najważniejsze –usłyszeliśmy arcyciekawą historię o uczuciu sprzed lat. Po pysznym śniadaniu ruszyliśmy na dalsze poszukiwania ciszy i dotarliśmy do ukrytego pośród przepięknego lasu Sowiego Zakątka. Czy można chcieć więcej? Las, świeże powietrze i spokój – zostajemy!

Z żalem opuszczaliśmy ten leśny raj. Na pocieszenie udaliśmy się na porządny obiad. Gospoda Pazibroda zmieniła nasze wyobrażenie o plackach ziemniaczanych. Coś pysznego! Do tego kompot – również mistrzostwo świata. Aż ciężko było nam ruszyć w dalszą drogę, ale przecież Narew czeka… Kajakiem po Narwi płynęło się nadzwyczaj miło. Najpierw odwiedziliśmy Pułtusk, żeby zobaczyć najdłuższy brukowany rynek w Europie. Po intensywnym dniu nie pozostało nam nic innego, jak odpocząć w cichym zakątku w sercu Puszczy Białej – Siedlisko Leluja ugościło nas w niezwykłym klimacie!

Pełni sił ruszyliśmy na Wisłę! Nie pływaliśmy jeszcze kajakiem po stolicy. To świetna przygoda, którą można dopasować do swoich upodobań i czasu, jakim się dysponuje. We wszystkim pomógł nam Kamil, wytrawny znawca tematu. W samochodzie nie cichły rozmowy o najświeższych przeżyciach i – nie wiadomo kiedy – dotarliśmy do Warki. Przystań na Winiarach to miejsce idealne na odpoczynek i pogaduszki ze znajomymi. Robiło się późno, więc po krótkim spacerze po rynku ruszyliśmy na sam koniec Mazowsza. Kiedy dotarliśmy do Andrzejowa, z naszych ust mimowolnie wyrwał się okrzyk: „Ale młyn!”. Nic dziwnego, że to miejsce właśnie tak się nazywa. Bujając się w hamakach, rozmawialiśmy o minionym tygodniu i niezwykłych przeżyciach, jakie skumulowaliśmy na Mazowszu. To był naprawdę udany wyjazd!